| |
|

ryc.
A. Dürer
|
Filip
Melanchton
(grecka przeróbka nazwiska
Schwarzerd), niemiecki humanista,
teolog. Pro-fesor języka greckiego w Witten-berdze,
przyłączył się do Lutra i stał się nawybitniejszą
siłą inte-lektualną, zwłaszcza w dziedzinie wychowania,
co zjednało mu za-szczytny przydomek "praeceptor
Germaniae".
Autor
przedłożonej na sejmie augsburskim w 1530 roku
"KONFESJI AUGSBURSKIEJ".
|
| (1497-1560) |
| |
|
Kościoły
nasze jednomyślnie nauczają, że uchwała soboru
nicejskiego o jedności istoty Boskiej i trzech
Jej osobach zawiera prawdę i że tak wierzyć należy
bez jakiegokolwiek powątpiewania: mianowicie,
że jedna jest Istota Boska, którą zowiemy i która
jest Bogiem wiecznym, niecielesnym, niepodzielnym,
nieskończonej mocy, mądrości i dobroci, stworzycielem
i zachowawcą wszystkiego, co widzialne i niewidzialne,
że jednak trzy są osoby tejże istoty i mocy oraz
współwieczne: Ojciec, Syn i Duch Święty. Terminu
zaś: osoba, używa się w znaczeniu, w jakim go
używali w tym związku ojcowie Kościoła: iżby określał
nie część lub właściwość czegoś, lecz to, co istnieje
samo przez się. Kościoły nasze potępiają wszelkie
herezje, jakie wystąpiły przeciwko temu artykułowi
wiary, jak manichejczyków, którzy przyjmowali
istnienie dwóch pierwiastków: dobra i zła, oraz
walentynian, arian, eunomian, mahometan i im podobnych.
Potępiają też dawnych i nowych samosatian, którzy
utrzymują, że jest tylko jedna osoba, o Słowie
zaś i o Duchu Świętym przebiegle i bezbożnie wywodzą,
jakoby nie były oddzielnymi osobami, lecz jakoby
Słowo oznaczało słowo mówione, a Duch - siłę poruszającą
to, co stworzone.
|
|
|
II.
O grzechu pierworodnym
|
|
|
|
Kościoły
nasze nauczają także, iż po upadku Adama wszyscy
ludzie wydani na świat w sposób naturalny - rodzą
się z grzechem, tj. bez bojaźni Bożej, bez ufności
ku Bogu i ze złymi pożądaniami, iż ta ułomność,
czyli przyrodzone skażenie, prawdziwie jest grzechem,
ściągającym wieczne potępienie i śmierć na tych,
co się nie narodzą na nowo przez chrzest i Ducha
Świętego. Kościoły nasze potępiają pelagian i
innych, którzy przeczą temu, że owo przyrodzone
skażenie jest grzechem, i przyćmiewają chwałę
zasługi oraz dobrodziejstw Chrystusa, utrzymując,
iż człowiek może osiągnąć usprawiedliwienie przed
Bogiem własną mocą i rozumem.
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą też, iż Słowo, to jest Syn Boży, przyjęło
naturę ludzką w łonie błogosławionej Marii Panny,
tak iż dwie natury: Boska i ludzka są złączone
nierozdzielnie w jedności Jego osoby. Jeden Chrystus,
prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, narodzony
z Marii Panny, prawdziwie umęczony i ukrzyżowany,
umarł i był pogrzebany, aby pojednać Ojca z nami
i być ofiarą nie tylko za grzech pierworodny,
lecz także za wszelkie obecne ludzkie grzechy.
On też zstąpił do piekieł, a dnia trzeciego prawdziwie
zmartwychwstał; potem wstąpił na niebiosa, aby
zasiąść po prawicy Ojca oraz rządzić i wiecznie
panować wszelkiemu stworzeniu, aby wierzących
weń uświęcać przez zesłanie do ich serc Ducha
Świętego, który rządzi, pociesza i ożywia oraz
broni ich przed diabłem i mocą grzechu. Tenże
Chrystus ma przyjść jawnie, aby sądzić żywych
i umarłych, itd., według Symbolu Apostolskiego.
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze nauczają także, iż ludzie nie mogą być usprawiedliwieni
przed Bogiem własnymi siłami, zasługami lub uczynkami,
lecz bywają usprawiedliwiani darmo dla Chrystusa
przez wiarę, gdy wierzą, że są przyjęci do łaski
i że grzechy są im od puszczone dla Chrystusa,
który swą śmiercią dał zadośćuczynienie za nasze
grzechy. Tę wiarę Bóg poczytuje za sprawiedliwość
przed swoim obliczem (Rzym. 3 i 4).
|
|
|
|
|
Abyśmy
tej wiary dostąpili, ustanowiona jest służba nauczania
Ewangelii i udzielania sakramentów. Albowiem przez
Słowa i sakramenty, jak gdyby przez środki, udzielany
jest Duch Święty, wzniecający wiarę, gdzie i kiedy
Bóg zechce, w tych, co słuchają Ewangelii. Tak
więc nie dla naszych zasług, lecz dla Chrystusa
Bóg usprawiedliwia tych, którzy wierzą, iż dla
Chrystusa są przyjęci do łaski. Kościoły nasze
potępiają anabaptystów i innych, którzy sądzą,
że Duch Święty zstępuje na ludzi bez zewnętrznego
słowa, przez własne ich przygotowania i uczynki.
|
|
|
VI.
O nowym posłuszeństwie
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą też, że wiara taka winna wydawać dobre owoce,
że dobre uczynki, nakazane przez Boga, powinno się spełniać
ze względu na wolę Bożą, nie zaś dlatego, jakobyśmy
się spodziewali zasłużyć nimi na usprawiedliwienie przed
Bogiem. Albowiem odpuszczenia grzechów i usprawiedliwienia
dostępuje się przez wiarę, jak świadczą słowa Chrystusowe:
"Gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie:
sługami nieużytecznymi jesteśmy". Tak też uczą
starożytni pisarze Kościoła. Ambroży bowiem mówi: "To
jest postanowione od Boga, aby każdy, kto wierzy w Chrystusa,
był zbawiony bez uczynków, z wiary jedynie, darmo otrzymując
odpuszczenie grzechów".
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą, że jeden święty Kościół trwać będzie po
wszystkie czasy. Kościół zaś jest zgromadzeniem świętych,
w którym się wiernie naucza Ewangelii i należycie udziela
sakramentów. Dla prawdziwej tedy jedności Kościoła wystarczy
zgodność w nauce Ewangelii i udzielaniu sakramentów.
Nie jest to konieczne, aby wszędzie były jednakowe tradycje
ludzkie albo obrzędy czy ceremonie ustanowione przez
ludzi, wedle słów Pawła: "Jedna wiara, jeden chrzest,
jeden Bóg i Ojciec wszystkich".
|
|
|
|
|
Chociaż
Kościół jest właściwie zgromadzeniem świętych i szczerze
wierzących, to jednak ponieważ w tym życiu wielu obłudników
i złych ludzi jest pomieszanych z godnymi, przeto można
przystępować do sakramentów, których udzielają niegodni,
według słów Chrystusowych: "Na mównicy Mojżeszowej
zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze" itd. Sakramenty
zaś i Słowo są skuteczne ze względu na ustanowienie
i nakaz Chrystusowy, choćby ich niegodni udzielali.
Kościoły nasze potępiają donatystów i im podobnych,
którzy przeczyli temu, że niegodni mogą pełnić służbę
w Kościele, i sądzili, że służba niegodnych jest nieużyteczna
i nieskuteczna.
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o chrzcie, że jest konieczny do zbawienia,
gdyż przezeń ofiarowana jest łaska Boża, i że należy
chrzcić dzieci, które w chrzcie są ofiarowane Bogu i
przyjmowane do łaski Bożej. Kościoły nasze potępiają
anabaptystów, którzy nie uznają chrztu dzieci i utrzymują,
że i bez chrztu dostępują one zbawienia.
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o Wieczerzy Pańskiej, że ciało i krew Chrystusa
są prawdziwie obecne i rozdzielane spożywającym w Wieczerzy
Pańskiej; inaczej nauczających odrzucają.
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o spowiedzi, że należy zachować w kościołach
rozgrzeszenie prywatne, choć nie jest konieczne wyliczenie
podczas spowiedzi wszystkich grzechów, albowiem jest
to niemożliwe w świetle Psalmu: "Występki któż
zrozumie?"
|
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o pokucie, że ci, co upadli po chrzcie, mogą
dostąpić odpuszczenia grzechów w każdej chwili, gdy
się nawrócą, i że Kościół powinien udzielać rozgrzeszenia
nawróconym do pokuty. Pokuta zaś składa się właściwie
z dwóch części: jedną jest skrucha, czyli bojaźń dręcząca
sumienie świadomością grzechu, druga - wiara, która
się rodzi z Ewangelii lub rozgrzeszenia i ufa, że grzechy
są odpuszczone dla Chrystusa, która sumienie pociesza
i uwalnia od bojaźni. Potem nastąpić powinny dobre uczynki,
będące owocem pokuty. Kościoły nasze potępiają anabaptystów,
którzy przeczą temu, że ci, co raz dostąpili usprawiedliwienia,
mogą postradać Ducha Świętego. Potępiają i tych, co
utrzymują, iż niektórzy osiągają w tym życiu taką doskonałość,
że nie mogą zgrzeszyć. Potępieni są również nowacjanie,
którzy nie chcieli rozgrzeszać upadłych po chrzcie,
powracających do pokuty. Odrzuceni są i ci, którzy nie
nauczają, iż odpuszczenia grzechów dostępuje się przez
wiarę, lecz nakazują nam zasłużyć na łaskę przez własne
zadośćuczynienie.
|
|
|
XIII.
O przyjmowaniu sakramentów
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą, że sakramenty są ustanowione nie tylko znakami
rozpoznawczymi wśród ludzi, lecz raczej znakami i świadectwami
woli Bożej wobec nas, aby pokrzepiały i utwierdzały
wiarę tych, co przystępują do sakramentów. Dlatego należy
przystępować do sakramentów z wiarą, która ufa obietnicom,
jakie są przez nie objawiane i zapowiedziane.
|
|
|
XIV.
O porządku w Kościele
|
|
|
|
Kościoły
nasze nauczają o porządku w Kościele, że nikt nie powinien
w nim nauczać publicznie lub udzielać sakramentów, jeśli
nie jest należycie powołany.
|
|
|
XV.
O obyczajach kościelnych
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o obyczajach kościelnych, że należy utrzymać
te spośród nich, które mogą być zachowane bez grzechu
i które mogą się przyczynić do utrzymania spokoju i
należytego ładu w Kościele, jak pewne święta, uroczystości
itp. Należy jednak ludzi napominać, aby tymi rzeczami
nie obciążał sumień jak czymś koniecznym do zbawienia.
Należy także napominać, że tradycje ludzkie ustanowione
dla przejednania Boga, zasłużenia na łaskę i zadośćuczynienia
za grzechy sprzeciwiają się Ewangelii i nauce o wierze.
Dlatego też ślubowania i tradycje odnoszące się do pokarmów,
dni itp. ustanowione dla zasłużenia sobie łaski i zadośćuczynienia
za grzechy, są nieużyteczne i sprzeczne z Ewangelią
|
|
|
XVI.
O sprawach publicznych
|
|
|
|
O
sprawach publicznych Kościoły nasze uczą, że prawnie
powołane władze publiczne są dobrodziejstwem Bożym i
że chrześcijanie mogą sprawować urzędy, wymierzać sprawiedliwość,
rozsądzać sprawy na podstawie obowiązujących praw cesarskich
i innych oraz wymierzać sprawiedliwe kary, mogą też
uczestniczył w sprawiedliwych wojnach, służyć w wojsku,
zawierać umowy cywilne, posiadać własne mienie, składać
przysięgi wymagane przez władze, żenić się albo za maż
wychodzić. Kościoły nasze potępiają anabaptystów, którzy
zakazują chrześcijanom podejmowania się tych obowiązków
obywatelskich. Potępiają też tych, co opierają doskonałość
ewangeliczna nie na bojaźni Bożej i wierze, lecz na
odsuwaniu się od obowiązków obywatelskich. Ewangelia
bowiem uczy nieustannej prawości serca, nie burzy zaś
państwa lub rodziny, co więcej, wymaga utrzymania ich,
jako instytucji boskich, i pielęgnowania w nich miłości
bliźniego. Dlatego chrześcijanie powinni koniecznie
być posłuszni swym władcom i prawom, o ile nie nakazują
grzeszyć, natenczas bowiem powinni bardziej słuchać
Boga niż ludzi. Dzieje Apostolskie 5.
|
|
|
XVII.
O przyjściu Chrystusa na sąd
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą, że przy końcu świata Chrystus się zjawi,
by odprawić sąd, i wskrzesi wszystkich zmarłych: pobożnym
i wybranym da żywot wieczny i radość wiekuistą, a bezbożników
i diabłów potępi, by cierpieli bez końca. Kościoły nasze
potępiają anabaptystów, mniemających, iż kary ludzi
potępionych i diabłów mają się skończyć w przyszłości.
Potępiają też innych, którzy obecnie szerzą poglądy
żydowskie, że przed wskrzeszeniem zmarłych pobożni obejma
rządy nad światem, zdławiwszy wszędzie bezbożników.
|
|
|
|
|
O
wolnej woli Kościoły nasze uczą, że wola ludzka ma pewną
swobodę w wypełnianiu sprawiedliwości cywilnej i w wyborze
tego, co podlega władzy rozumu, wszakże bez Ducha Świętego
nie ma mocy wypełniania sprawiedliwości Bożej lub duchowej,
jako że "człowiek zmysłowy nie pojmuje tych rzeczy,
które są Ducha Bożego". Albowiem owa sprawiedliwość
duchowa rodzi się w sercach, gdy ją Duch Święty pocznie
przez Słowo Boże. Mówi to Augustyn w dziele Hypognosticon,
ks. III: "Przyznajemy, że wszyscy ludzie mają wolną
wolę, zdolną wprawdzie rozsądzać sprawy rozumem, choć
nie taką, aby bez Boga mogli zacząć lub dokonać czegokolwiek,
co dotyczy Boga, wystarczającą jednak w sprawach tego
żywota, tak dobrych, jak i złych. W dobrych - mówię
- czyli pochodzących z dobroci natury, jak chcieć pracować
na roli, jeść i pić, mieć przyjaciela, chcieć się przyodziewać,
budować dom, żenić się, hodować bydło, uczyć się rzeczy
pożytecznych i chcieć czegokolwiek dobrego, co należy
do życia doczesnego. To wszystko istnieje nie bez zarządzenia
Bożego, owszem, z Boga jest i się poczęło. W złych -
mówię - jak chcieć bałwanowi hołdować, chcieć mordować
itd.
|
|
|
XIX.
O przyczynie grzechu
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o przyczynie grzechu, że choć Bóg stwarza
i zachowuje przyrodę, to przyczyną grzechu jest wola
złych, mianowicie diabła i niepobożnych ludzi. Wola
ta, gdy Bóg nie przyjdzie z pomocą, odwraca się od Boga,
jak mówi Chrystus w Ewangelii wg Jana, r. 8: (Diabeł),
gdy mówi kłamstwo, ze swego własnego mówi.
|
|
|
XX.
O wierze i dobrych uczynkach
|
|
|
|
Naszych
(nauczycieli) fałszywie się oskarża, iż zabraniają dobrych
uczynków, albowiem ich pisma w przedmiocie dziesięciorga
przykazań i na podobne tematy świadczą, że pożytecznie
nauczali o wszelkich sposobach życia i obowiązkach,
o tym, jaki sposób życia i jakie uczynki przystoją takiemu
lub innemu powołaniu, aby się Bogu podobać. Niegdyś
kaznodzieje za mało o tym uczyli, kładąc nacisk na takie
dziecinne i niepotrzebne rzeczy, jak pewne święta, posty,
bractwa, pielgrzymki, kult świętych, różańce, życie
zakonne itp. Przeciwnicy nasi, napominani co do tego,
już się oduczyli i owych niepotrzebnych rzeczy nie głoszą
tak, jak niegdyś. Poczynają nadto napomykać o wierze,
o której niegdyś było nadzwyczaj głucho. Nauczają, że
jesteśmy usprawiedliwiani nie tylko przez uczynki, lecz
łącza wiarę z uczynkami, i mówią, że usprawiedliwiani
jesteśmy przez wiarę i uczynki. Znośniejsza to nauka
i może dostarczyć więcej pociechy niż ta którą dawniej
głosili. Skoro więc nauka o wierze, która w Kościele
winna być naczelna, pozostawała tak długo w zapoznaniu
- wszyscy bowiem muszą przyznać, że o usprawiedliwieniu
z wiary zachowywano w kazaniach głębokie milczenie,
a jedynie naukę o uczynkach głoszą w Kościele - to nasi
nauczyciele tak nauczali w kościołach o wierze. Przede
wszystkim, że nasze uczynki nie mogą przebłagać Boga
lub zasłużyć na odpuszczenie grzechów i łaskę, lecz
dostępujemy tego tylko przez wiarę, gdy wierzymy, że
jesteśmy przyjmowani do łaski dla Chrystusa, który jedyny
jest ustanowiony pośrednikiem i pojednawcą, przez którego
przebłagany jest Ojciec. Kto więc ufa, że wysłuży sobie
łaskę uczynkami, ten odrzuca zasługę Chrystusową i łaskę
i bez Chrystusa, ludzkimi siłami, szuka drogi do Boga,
mimo że sam Chrystus o sobie powiedział: "Jam jest
droga i prawda, i żywot". Owa nauka o wierze omawiana
jest wszędzie u Pawła: "Albowiem łaską zbawieni
jesteście przez wiarę; i to nie z was, Boży to dar;
nie z uczynków" itd. Aby zaś nikt nam nie zarzucił,
iż wymyśliliśmy nowy wykład słów Pawłowych, wszystko
to ma za sobą świadectwa ojców Kościoła. Augustyn bowiem
w wielu dziełach broni łaski i usprawiedliwienia przez
wiarę przeciwko zasłudze uczynków. Podobnie uczy Ambroży
w dziele De vocatione gentium ("O powołaniu narodów")
oraz innych. Np. w De vocatione gentium mówi: "Nikłą
by miało wartość odkupienie krwią Chrystusową, a przewaga
ludzkich uczynków nie mogłaby być zastąpiona miłosierdziem
Bożym, gdyby usprawiedliwienie, które się staje przez
łaskę, wymagało uprzednich zasług, byłoby bowiem raczej
zapłatą za dzieło niż darem szczodrobliwości".
Choć tedy niedoświadczeni pogardzają ta nauką, to bogobojne
i strwożone sumienia doświadczyły, że wiele przynosi
pociechy; sumieniom bowiem nie mogą zwrócić spokoju
żadne uczynki, lecz tylko wiara, gdy mają pewność, że
Bóg jest im zjednany przez Chrystusa, jak uczy Paweł,
Rzym. 5: "Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój
mamy z Bogiem". Cała ta nauka odnosi się od owej
walki zatrwożonego sumienia i w oderwaniu od niej nie
może być zrozumiana. Dlatego błędnie sadzą o niej niedoświadczeni
i niewtajemniczeni, którym się roi, iż sprawiedliwość
chrześcijańska jest niczym innym jak sprawiedliwością
cywilną lub filozoficzną. Niegdyś dręczono sumienia
nauką o uczynkach i nie słyszały pocieszenia z Ewangelii.
Niektórych sumienie wygnało na pustkowie, do klasztorów,
w nadziei wysłużenia sobie łaski życiem klasztornym.
Drudzy wymyślili inne uczynki dla wysłużenia łaski i
zadośćuczynienia za grzechy. Dlatego wielka była potrzeba
wyłożenia i przypomnienia nauki o wierze w Chrystusa,
aby strwożone sumienia nie były pozbawione pociechy,
lecz by wiedziały, że przez wiarę w Chrystusa dostąpić
można łaski i odpuszczenia grzechów. Napomina się także
ludzi, że użyty tutaj termin "wiara" oznacza
tylko wiedzy o wydarzeniach w historii, co jest dostępne
także bezbożnikom i diabłu, ale wiarę, która nie tylko
wierzy w wydarzenia historii, lecz również w to, co
z nich wynika: mianowicie, że przez Chrystusa mamy łaskę,
usprawiedliwienie i odpuszczenie grzechów. Kto zatem
wie, że ma łaskawość Ojca przez Chrystusa, ten prawdziwie
zna Boga, ten wie, że Bóg się troszczy o niego, wzywa
Go, ten nie jest bez Boga jak poganie. Diabli bowiem
i bezbożnicy nie mogą wierzyć w artykuł wiary o odpuszczeniu
grzechów. Przeto nienawidzą Boga jako wroga, nie wzywają
Go i nie oczekują odeń niczego dobrego. Także Augustyn
napomina czytelników w sprawie terminu "wiara"
i uczy, że Pismo święte posługuje się tym terminem nie
na określenie wiedzy, jaką mają i bezbożnicy, lecz na
oznaczenie ufności, która pociesza i pokrzepia strwożone
umysły. Nasi nauczyciele uczą nadto, że jest rzeczą
konieczną spełniać dobre uczynki, nie iżbyśmy się spodziewali
zasłużyć nimi łaskę, lecz że taka jest wola Boża. Tylko
przez taką wiarę dostępujemy odpuszczenia grzechów i
łaski. Ponieważ zaś przez wiarę przyjmujemy Ducha Świętego,
przeto też serca są odnawiane i sposobne do spełniania
dobrych uczynków. Tak bowiem mówi Ambroży: Wiara jest
matką dobrej woli i prawego postępowania. Albowiem bez
Ducha Świętego siły ludzkie pełne są bezbożnych skłonności
i nazbyt słabe, aby spełniać dobre uczynki przed Bogiem.
Oprócz tego są w mocy diabła, który pobudza ludzi różnych
grzechów, bezbożnych mniemań i jawnych przestępstw.
Jest to widoczne na przykładzie filozofów, którzy usiłowali
wieść życie cnotliwe, lecz nie potrafili tego dokazać
i skalali się licznymi, jawnymi przestępstwami. Taka
jest niemoc człowieka, gdy jest bez prawdziwej wiary
i Ducha Świętego, a rządzi się tylko ludzkimi siłami.
Wynika stąd jasno, że tej nauki nie powinno się oskarżać
jakoby zakazywała dobrych uczynków, przeciwnie, godna
jest pochwały, ponieważ wskazuje, jak możemy spełniać
dobre uczynki. Albowiem bez wiary natura ludzka w żaden
sposób nie potrafi spełniać uczynków nakazanych w pierwszym
i drugim przykazaniu: bez wiary nie wzywa Boga, niczego
się od Boga nie spodziewa, nie dźwiga krzyża, lecz szuka
ludzkiej pomocy i ludzkiej pomocy ufa. Tak oto gdy nie
ma wiary i ufności ku Bogu, panują w sercu wszelkie
żądze i ludzkie zamysły. Dlatego i Chrystus rzekł: "Beze
mnie nic uczynić nie możecie " (Jan 15), a Kościół
śpiewa: "Bez potęgi Twojej, Panie, nic w człowieku
nie ostanie, jeno same zmazy.
|
|
|
XXI.
O oddawaniu czci świętym
|
|
|
|
Kościoły
nasze uczą o czci świętych, iż świętych można stawiać
jako wzór do naśladowania ich wiary i dobrych uczynków,
zależnie od powołania; tak cesarz może naśladować przykład
Dawida, prowadząc wojnę dla wypędzenia Turków z ojczyzny,
jest bowiem takimże królem. Atoli Pismo święte nie uczy,
abyśmy wzywali świętych lub ubiegali się o ich pomoc,
jedynego bowiem Chrystusa stawia przed nami jako pośrednika,
przebłaganie, najwyższego kapłana i orędownika. Jego
to należy wzywać, bo przyrzekł, że wysłucha modlitw
naszych; taka cześć najbardziej mu się podoba, zwłaszcza
gdy się Go wzywa we wszelkiej niedoli: "Jeśliby
kto zgrzeszył, mamy orędownika u Boga"... itd.
I Jan 2.
|
|
|
Zakończenie części pierwszej
|
|
|
|
Oto niemal cała nasza nauka, z której widać, że nie ma w niej nic, co
by się nie zgadzało z Pismem lub z Kościołem powszechnym, albo z Kościołem
rzymskim, jak dalece jest nam znana z pisarzy. Skoro więc tak się rzeczy
maja, zbyt surowo osądzają nas ci, którzy się domagają, aby naszych
uznano za heretyków. Całe nieporozumienie dotyczy tylko pewnych
nielicznych nadużyć, które się wkradły do Kościoła bez
autorytatywnych podstaw. A gdyby nawet w tym przedmiocie były niejakie
rozbieżności, to przecież biskupom przystoi taka łagodność, aby mając
na względzie wyznanie, które właśnie przedkładamy, cierpliwie naszych
znosili. Albowiem nawet normy kanoniczne nie są tak surowe, aby wymagać
wszędzie jednakowych obrzędów, które też nigdy nie by jednakowe we
wszystkich kościołach. Zresztą większość dawnych obrzędów
sumiennie zachowujemy. Jest bowiem oszczerstwem, jakoby w naszych kościołach
zostały zniesione wszelkie obrzędy i wszelkie dawne ustanowienia. Słusznie
jednak narzekano jawnie, iż z powszednimi obrzędami związane są pewne
nadużycia. Dlatego to, czego nie można było zachować z czystym
sumieniem zostało częściowo naprawione.
|
|
|
Artykuły,
w których się rozpatruje zniesione nadużycia
|
|
|
|
Skoro się nasze Kościoły
nie różnią od Kościoła powszechnego w żadnym artykule wiary, lecz
tylko pomijają pewne nadużycia, które są nowe i zostały wskutek
zepsucia czasów przyjęte wbrew intencjom norm kanonicznych, prosimy, aby
Jego Cesarska Mość łaskawie zechciał wysłuchać, co zostało
zmienione i jakie były przyczyny zmian, aby ludzie nie byli zmuszeni
zachowywać tych nadużyć wbrew sumieniu. Niechaj też Jego Cesarska Mość
nie daje wiary tym, którzy rozsiewają wśród ludu osobliwe oszczerstwa,
by wzniecić nienawiść ludzi do nas. Rozdrażniając w ten sposób umysły
dobrych ludzi dali najpierw powód do tego sporu, a teraz w takiż sposób
usiłują powiększyć niezgodę. Jego Cesarska Mość bez wątpienia
stwierdzi, że ujęcie naszej nauki i formy obrzędów łatwiej przyjąć,
niżby to wynikało z relacji owych niegodnych i nieżyczliwy ludzi.
Ponadto nie można szukać prawdy w opiniach pospólstwa i oskarżeniach
nieprzyjaciół. Łatwo zaś przyznać, że nic się bardziej nie
przyczynia do utrzymania powagi obrzędów i należytej pobożności wśród
ludu, jak godne odprawianie obrzędów kościelnych.
|
|
|
|
|
Osobom
świeckim udziela się obu postaci sakramentu Wieczerzy
Pańskiej, ten bowiem zwyczaj oparty jest na przykazaniu
Pana: "Pijcie z niego wszyscy" (Mat. 26).
Tu Chrystus wyraźnie rozkazał co do kielicha, aby zeń
pili wszyscy. Ażeby nikt nie mógł wykrętnie wywodzić,
że to się tyczy tylko kapłanów, Paweł, pisząc do Koryntów,
przytacza przykład, z którego widać, że całe zgromadzenie
przyjmowało obie postacie. Zwyczaj ten długo przetrwał
w Kościele i nie wiadomo, kiedy i za czyją sprawą został
po raz pierwszy zmieniony, aczkolwiek kardynał Cusanus
nadmienia, kiedy uznano ów nowy zwyczaj. Cyprian w kilku
miejscach poświadcza, że ludowi podaje się krew Pańska.
Poświadcza to także Hieronim, który mówi: Kapłani posługują
przy eucharystii i rozdzielają ludowi krew Chrystusową.
Nawet papież Gelazjusz nakazuje, by nie dzielono sakramentu
(Disi. 2 de consecratione, c, Comperimus). Zwyczaj odmienny
jest całkiem niedawny. Wszakże pewne jest, że zwyczaj
wprowadzony wbrew nakazom Bożym nie powinien być uznany,
jak mówią kanony: Disi. 8, c, Veritatie, i następne.
Zwyczaj ten przyjęto zaiste nie tylko wbrew Pismu świętemu,
lecz także wbrew starożytnym kanonom i praktykom Kościoła:
Dlatego tych, którzy wolą przyjmować obie postacie sakramentu,
nie należy zniewalać, aby z obrazą sumienia czynili
inaczej. A ponieważ dzielenie sakramentu nie zgadza
się z ustanowieniem Chrystusowym, zaniechano u nas procesji,
jaka była dotąd w zwyczaju.
|
|
|
XXIII.
O małżeństwie kapłanów
|
|
|
|
Powszechnie narzekano na nieobyczajne postępki niepowściągliwych kapłanów.
Z tej też przyczyny papież Pius miał rzec - jak pisze Platina - iż były
pewne powody, dla których kapłanom zakazano się żenić, lecz że są
daleko ważniejsze powody, dla których należałoby znów na to pozwolić.
Ponieważ tedy nasi kapłani chcieli uniknać publicznego zgorszenia,
przeto żenili się i nauczali, że wolno im zawierać małżeństwa.
Przede wszystkim według Pawła, który mówi: "Ze względu na
niebezpieczeństwo wszeteczeństwa niechaj każdy ma swoją żonę",
oraz: "Lepiej jest wstąpić w stan małżeński niźli gorzeć".
Po wtóre, Chrystus mówi: "Nie wszyscy pojmują to słowo" -
przez co naucza, że nie wszyscy ludzie są zdolni do życia w celibacie.
Bóg bowiem stworzył ludzi, aby się rozmnażali (Genesis, 1). Nie leży
też w mocy ludzkiej zmienić swej istoty bez szczególnego daru i działania
Bożego. Przeto ci, którzy nie są zdolni do życia w celibacie, powinni
zawierać małżeństwa, albowiem postanowienia Bożego i porządku Bożego
nie może zmienić żadne prawo ludzkie i żadne ślubowanie. Dlatego
naucza się u nas, iż kapłani mogą pojmować małżonki.
Wiadomo też, iż w starożytnym Kościele kapłani byli żonaci, Paweł
bowiem mówi, że biskupem powinno się wybierać tego, kto jest żonaty.
W Niemczech zaś po raz pierwszy przed czterystu laty narzucono kapłanom
celibat przemocą, przy czym okazali taki opór, że arcybiskup Moguncji,
który miał właśnie ogłosić edykt papieża w tej sprawie, omal nie
zginął w tumulcie, jaki wszczął się wśród rozgniewanych kapłanów.
Sprawę załatwiono w tak nieludzki sposób, że nie tylko zabroniono
zawierania małżeństw w przyszłości, lecz także rozrywano już
istniejące, wbrew wszelkim prawom boskim i ludzkim, także wbrew samym
kanonom, wydanym nie tylko przez papieży, ale i sławniejsze synody. Że
zaś natura ludzka słabieje w miarę starzenia się świata, należy
baczyć, aby się w Niemczech nie szerzyło więcej występków. Nadto Bóg
ustanowił małżeństwo, aby było lekarstwem na ludzkie słabości.
Nawet kanony mówią, że dawna surowość należy w przyszłych czasach złagodzić
ze względu na ludzką słabość; byłoby to pożądane także w tej
sprawie. Wydaje się, że wkrótce zabraknie kościołom pasterzy, jeśli
im się nadal będzie zabraniało małżeństwa. Chociaż więc istnieje
nakaz Boży, choć znany jest zwyczaj Kościoła, choć nieczyste życie w
celibacie jest przyczyną wielu gorszących zjawisk, cudzołóstwa i
innych występków, zasługujących, by je skarciła sprawiedliwa władza,
to jednak - o dziwo - przeciwko niczemu nie występuje się z taka surowością,
jak przeciw małżeństwu kapłanów. Bóg nakazał, by szanowano małżeństwo,
we wszystkich dobrze urządzonych państwach, nawet u pogan, prawa otaczały
małżeństwo wielkim szacunkiem, a oto teraz nawet kapłanów karze się
na gardle wbrew postanowieniom kanonów i to nie z innego powodu, jak za
małżeństwo. Paweł nazywa naukę zabraniającą małżeństwa nauka
diabelską (11 Tym.4). Łatwo to pojąć obecnie, gdy zakaz małżeństwa
obwarowany jest takimi karami. Jak więc nakazu Bożego nie może znieść
żadne prawo ludzkie, tak też nie może znieść nakazu Bożego żadne ślubowanie.
Toteż Cyprian radzi, aby kobiety, które nie zachowują przyrzeczonej
czystości, wychodziły za maż. Oto jego słowa w I Księdze Listów,
List XI: "Jeśli więc nie chcą lub nie mogą wytrwać, lepiej, żeby
za mąż wyszły, niżby popaść miały w ogień przez swe rozkosze; w każdym
razie niech nie gorszą braci i sióstr." Nawet kanony okazują
niejaką wyrozumiałość tym, co złożyli śluby, zanim osiągnęli właściwy
wiek, jak to pospolicie było w zwyczaju niemal do tej pory.
|
|
|
|
|
Fałszywie
się oskarża nasze Kościoły, jakoby one mszę zniosły,
zachowano ja bowiem i odprawia się ja u nas z najwyższa
czcią. Zachowuje się niemal wszystkie zwyczajowe obrzędy,
z tym że do śpiewów łacińskich tu i ówdzie przydano
niemieckie, a to dla nauczania ludu. Głównym bowiem
zadaniem obrzędów jest pouczanie nieuświadomionych.
Także Paweł nakazywał posługiwać się w kościele językiem
zrozumiałym dla ludu. Lud przywykł, aby ci, co są przygotowani,
wspólnie przystępowali do sakramentu; podnosi to bogobojność
i powagę publicznych obrzędów, nikogo się bowiem do
nich nie dopuszcza, jeśli nie był uprzednio wyspowiadany
i wysłuchany. Przypomina się także ludziom o godności
i sposobie używania sakramentu, o tym, jak wielką przynosi
pociechę strwożonym sumieniom, o tym, by się uczyli
ufać Bogu, oczekiwać od Boga wszystkiego, co dobre,
i aby o to prosili.
Takie
nabożeństwo podoba się Bogu, takie przyjmowanie sakramentu
podsyca pobożność. Tak więc nie wydaje się, aby u naszych
przeciwników odprawiano mszę bardziej bogobojnie niż
u nas. Wiadomo wszak, iż dobrzy ludzie już od dawna
srodze utyskiwali publicznie, że msze bezcześci się
haniebnie, ciągnąc z nich zyski. Nie jest też tajne,
jak bardzo się rozpowszechniło nadużycie po wszystkich
kościołach, w których msze bywają odprawiane tylko dla
zysku albo dla zapłaty, i w jak wielu są odprawiane
wbrew zakazom kanonów. Paweł zaś srodze grozi tym, którzy
się niegodnie obchodzą z eucharystią, mówiąc: Ktokolwiek
by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie,
winien będzie ciała i krwi Pańskiej. Dlatego, ponieważ
ostrzega się u nas kapłanów przed tym grzechem, zaniechano
u nas mszy prywatnych, bo prawie wszystkie msze prywatne
odprawiano nie dla czego innego, jak dla zysku. Nie
byli tych nadużyć nieświadomi i biskupi; gdyby je byli
w porę naprawili, mniejszy by teraz był rozdźwięk. Przez
ich nierzetelność wkradło się do Kościoła wiele występków.
Teraz, gdy już za późno, jęli biadać nad niedolą Kościoła,
choć zamieszanie wynikło nie z czego innego, jak z owych
nadużyć, które się stały tak jawne, że nie można ich
było dłużej znosić. Ujawniło się wiele różnic w poglądach
na mszę, na sakrament. Być może, świat ponosi karę za
tak długo trwające bezczeszczenie mszy, jakie przez
tyle wieków tolerowali w kościołach ci, którzy mogli
i powinni byli naprawić zło. Napisano bowiem w dziesięciorgu
przykazaniach: Pan nie zostawi bez kary tego, który
imię Jego nadaremno bierze. Wydaje się, że od początku
świata żadna rzecz boska nie była tak nadużywana dla
zysku, jak msza. Pojawił się też pogląd, który powiększył
liczbę mszy prywatnych w nieskończoność, mianowicie,
że Chrystus męką swoją dał zadośćuczynienie za grzech
pierworodny i ustanowił mszę, w której ma być składana
ofiara za codzienne grzechy śmiertelne i powszednie.
Stąd się wywodzi powszechny pogląd, jakoby msza gładziła
grzechy żywych i umarłych przez sama czynność odprawiania
jej (ex opere operato). Tu biorą początek dysputy o
tym, czy jedna msza odprawiona za wielu warta jest tyle,
co poszczególne msze odprawione za jednostki. Dysputa
zrodziła ową nieskończoną mnogość mszy. Co się tyczy
tych poglądów, zwrócili nasi uwagę, że się one nie zgadzają
z Pismem świętym i że ujmuję chwały męce Chrystusa.
Albowiem męka Chrystusowa była ofiarą i zadośćuczynieniem
nie tylko za grzech pierworodny, lecz takie za wszelkie
inne grzechy, jak napisano w Liście do Hebrajczyków:
"Jesteśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa
Chrystusa raz na zawsze", oraz: "Albowiem
jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy
są uświęceni". Pismo święte uczy też, żeśmy usprawiedliwiani
przed Bogiem przez wiarę w Chrystusa. Przeto jeśliby
msza gładziła grzechy żywych i umarłych przez samą czynność
jej odprawiania (ex opere operato), to usprawiedliwienie
pochodziłoby z czynności mszalnych, a nie z wiary, czego
nie pozwala przyjąć Pismo Św. Lecz skoro Chrystus nakazuje
czynić to na swą pamiątkę, to msza jest ustanowiona,
aby wiara tych, którzy przyjmują sakrament, przypominała
im, jakich dobrodziejstw dostępują przez Chrystusa,
oraz by budowała i pocieszała strwożone sumienie. Albowiem
wspominać Chrystusa, znaczy wspominać Jego dobrodziejstwa
i doświadczyć, że są nam rzeczywiście udzielane. Nie
wystarczy też przypominać sobie faktów historycznych,
gdyż takie Żydzi i bezbożnicy mogą je przypominać. Dlatego
mszę należy odprawiać po to, aby udzielać sakramentu
tym, którzy potrzebują pociechy, jak mówi Ambroży: "Ponieważ
zawsze grzeszę, powinienem zawsze przyjmować lekarstwo".
Skoro tedy msza jest takim udzielaniem sakramentu, odprawia
się u nas jedną wspólną mszę w każde święto, a nadto
w inne dni, jeśli kto pragnie przystąpić do sakramentu,
podaje się go tym, którzy o to proszą. Zwyczaj ten wcale
nie jest nowy w Kościele, albowiem starożytni do czasów
Grzegorza nie wzmiankują o mszach prywatnych, wiele
natomiast mówią o mszach ogólnych. Chryzostom mówi:
"Kapłan codziennie stoi u ołtarza i jednych zachęca
do Komunii, a innych powstrzymuje". Ze starożytnych
kanonów wynika, że mszę odprawiał ten lub ów, pozostali
prezbiterowie i diakoni przyjmowali od niego ciało Pańskie.
Tak bowiem brzmią słowa kanonu nicejskiego: "Niechaj
diakoni przyjmują Komunię św. po prezbiterach, wedle
porządku, od biskupa lub prezbitera". Paweł zaś
co do Komunii nakazuje, aby jedni oczekiwali drugich,
iżby przyjmowano ją wspólnie.
Skoro więc za naszą mszą przemawia przykład Kościoła,
Pisma świętego i ojców Kościoła, ufamy, że nie będzie
jej można odmówić uznania, zwłaszcza, że publiczne obrzędy
po większej części zachowane podobne są do dotychczasowych.
Tylko liczba mszy jest różna, ale z uwagi na wielkie
i jawne nadużycia umiarkowanie będzie z pewnością pożyteczne.
Wszak niegdyś nawet w najbardziej uczęszczanych kościołach
nie wszędzie odprawiano mszę codziennie, jak poświadcza
"Historia Tripartita", ks. 9: "W Aleksandrii
przeciwnie: w środę i piątek czyta się Pismo Święte,
a doktorzy je objaśniają, i wszystko się czyni oprócz
uroczystego obchodu Ofiary.
|
|
|
|
|
W kościołach naszych nie zniesiono spowiedzi, nie zwykliśmy bowiem
nikomu udzielać ciała Pańskiego bez uprzedniego wyspowiadania i
rozgrzeszenia. I najskrupulatniej poucza się lud o wierze w
rozgrzeszenie, co dotychczas głębokim pomijano milczeniem. Naucza się
ludzi najwyższego szacunku dla rozgrzeszenia, które jest głosem Bożym
i jest zwiastowane z nakazu Bożego. Poważa się władzę kluczy i
przypomina, jak wielką pociechę przynosi strwożonym sumieniom.
Przypomina się, że Bóg żąda wiary, abyśmy takiemu rozgrzeszeniu
wierzyli jako głosowi rozbrzmiewającemu z niebios, i że wiara ta
prawdziwie sprawia i otrzymuje odpuszczenie grzechów. Niegdyś
niepomiernie wychwalano zadośćuczynienie, natomiast o wierze, o zasłudze
Chrystusa i o usprawiedliwieniu z wiary w ogóle nie wspominano. Kościoły
nasze są pod tym względem nienaganne, bo nawet nasi przeciwnicy muszą
przyznać, że naukę o pokucie najskrupulatniej omawiamy i objaśniamy.
Atoli kościoły nasze uczą o spowiedzi, że wyliczanie występków nie
jest konieczne i że nie należy obciążać sumień troską o wyliczenie
wszystkich występków, ponieważ nie jest rzeczą możliwą wymienić
wszystkie występki, jak świadczy Psalm: "Uchybienia - któż znać
może?" - oraz Jeremiasz: "Przewrotne i niezbadane serce
ludzkie". Gdyby więc odpuszczane były tylko te grzechy, które się
wyszczególnia, nigdy by sumienia nie mogły zaznać spokoju, wielu bowiem
grzechów ani pojąć nie można, ani spamiętać. Starożytni pisarze Kościoła
także poświadczają, że owo wyliczanie nie jest konieczne, albowiem w
dekretaliach przytoczono Chryzostoma, który tak mówi: Nie mówię ci,
abyś publicznie występował lub obwiniał się przed innymi, lecz chcę,
byś był posłuszny prorokowi, mówiącemu: "Wyjaw swą drogę przed
Bogiem". Przeto w modlitwie wyznaj swe grzechy Bogu, sędziemu
prawdziwemu. Zdaj sprawę ze swych występków nie językiem, lecz według
pamięci twego sumienia. Także i glosa w dziele "O pokucie",
Disi. 5, w rozdziale "Considerat", potwierdza, że spowiedź
pochodzi z ludzkiego ustanowienia. Jednakże spowiedź zachowano u nas,
mając na względzie wszelakie dobrodziejstwa rozgrzeszenia oraz inne
korzyści dla sumień.
|
|
|
XXVI.
O rozróżnianiu pokarmów
|
|
|
|
Powszechne
było przekonanie, i to nie tylko wśród ludu, lecz i
wśród nauczających w kościołach, że czynienie różnic
między pokarmami i podobne tradycje ludzkie należą do
uczynków pożytecznych dla wysłużenia sobie łaski i zadośćuczynienia
za grzechy. A że takie było powszechne mniemanie, wynika
z tego, iż codziennie ustanawiano nowe ceremonie, nowe
zwyczaje, nowe święta, nowe posty, a ludzie uczeni żądali
w kościołach tych uczynków jako nabożeństwa koniecznego
dla zasłużenia na łaskę i srodze niepokoili sumienia,
jeśli coś z tego pominięto. Te przekonania odnośnie
tradycji wyrządziły w Kościele wiele szkód. Po pierwsze,
odeszła w cień nauka o łasce i usprawiedliwieniu z wiary,
która jest główną częścią Ewangelii i która powinna
zajmować w Kościele miejsce naczelne i najpocześniejsze,
aby należycie poznano zasługę Chrystusa i aby wiarę
ufającą w odpuszczę nie grzechów dla Chrystusa stawiano
ponad uczynki i wszelkie inne formy pobożności. Dlatego
też Paweł kładzie na to największy nacisk, znosząc prawa
i tradycje ludzkie, aby pokazać, iż sprawiedliwość chrześcijańska
jest czymś innym niż tego rodzaju uczynki, mianowicie,
że jest wiarą, która ufa, że dla Chrystusa jesteśmy
przyjmowani do łaski. Ale tę naukę Pawłową prawie zupełnie
przytłumiono owymi tradycjami, które zrodziły przekonanie,
że na łaskę i usprawiedliwienie należy zasłużyć różnym
traktowaniem pokarmów i podobnymi aktami pobożności.
Mówiąc o pokucie, nie czyniono żadnej wzmianki o wierze,
zalecano jedynie owe akty zadośćuczynienia, uważając,
że tylko one składają się na całą pokutę.
Po drugie, owe tradycje usuwały w cień przykazania Boże,
bo tradycje te przedkładano nad przykazania Boże. Sądzono,
że chrześcijaństwo polega całkowicie na zachowywaniu
pewnych świąt, obrzędów, postów i szat. Tym praktykom
nadano najczcigodniejsze nazwy, jak: życie duchowe,
lub: życie doskonałe. Jednocześnie zaś nie szanowano
nakazów Bożych co do różnych powołań, np. iż ojciec
rodziny ma wychowywać dzieci, matka - wydawać je na
świat, książę - kierować sprawami publicznymi. Uznano
to za sprawy tego świata i niedoskonałe, o wiele niżej
stojące od owych prześwietnych praktyk. Ten błąd srodze
dręczył sumienia pobożnych, którzy się trapili, że obrali
żywot niedoskonały w małżeństwie, na urzędzie lub na
innym stanowisku publicznym; podziwiali mnichów i im
podobnych, błędnie mniemając, że praktyki tamtych Bóg
przyjmuje łaskawiej.
Po trzecie, tradycje narażały sumienia na wielkie niebezpieczeństwa,
ponieważ było rzeczą niemożliwą przestrzegać wszystkich
tradycji, a przecież ludzie uznawali te praktyki za
niezbędne akty pobożności. Gerson pisze, że wielu popadło
w rozpacz, niektórzy nawet targali się na swe życie,
nie czując się na siłach czynić zadość tradycjom, a
nie słysząc żadnego pocieszającego słowa o usprawiedliwieniu
z wiary i o łasce. Widzimy summistów i teologów, jak
zbierają tradycje i poszukują rozsądnych dróg wypełniania
przepisów, by ulżyć sumieniom; czynią to jednak niezbyt
udatnie, bo niekiedy nakładają sumieniom jeszcze gorsze
więzy. Szkoły i zgromadzenia były tak zajęte zbieraniem
tradycji, że nie miały czasu zajmować się Pismem Świętym
i poszukiwać pożyteczniejszej nauki o wierze, o krzyżu,
o nadziei, o doniosłości spraw obywatelskich, o pocieszeniu
sumień w ciężkich pokusach. Dlatego Gerson i niektórzy
inni teologowie bardzo się uskarżają, że tak są uwikłani
w owe spory o tradycje, iż nie mogą się zwrócić ku naukom
godniejszym. Także Augustyn zabrania obciążać sumienia
takimi praktykami i mądrze napomina Januariusza, by
je uważał za rzeczy obojętne, jak się wyraża. Dlatego
nasi nauczyciele nie powinni uchodzić za takich, którzy
przeciw tym rzeczom wystąpili bez zastanowienia lub
- z nienawiści do biskupów, jak niektórzy podejrzewają.
Wielka była potrzeba ostrzeżenia Kościołów o tych błędach,
zrodzonych ze źle pojętych tradycji. Ewangelia bowiem
zniewala nas, abyśmy gorliwie głosili w kościołach naukę
o łasce i usprawiedliwieniu z wiary. Nauki tej nie można
zaś pojaąć, jeśli ludzie mniemać będą, że na łaskę zasłużyć
można praktykami z własnego wyboru. Tak też nasi nauczyciele
uczyli, że przestrzeganiem tradycji ludzkich nie możemy
zasłużyć na łaskę lub zadośćuczynić za grzechy. Dlatego
nie należy sądzić, iż takie praktyki są niezbędnymi
aktami pobożności. Poparli to oni świadectwami z Pisma
Świętego. W Ewangelii według Mateusza r.15 Chrystus
uniewinnia apostołów, którzy się nie stosowali do zwyczajów
związanych z tradycją, dotyczących rzeczy mniejszej
wagi, bo przepisów o ablucjach. Mówi: "Daremnie
mi jednak cześć oddają, głosząc nauki, które są nakazami
ludzkimi". Nie wymaga wiec nieużytecznych pobożnych
praktyk. Nieco dalej dodaje: "Nie to, co wchodzi
do ust, kala człowieka". Podobnie w Liście do Rzymian
r.14: "Królestwo Boże to nie pokarm i napój";
a w Liście do Kolosan: "Niechże was tedy nikt nie
sądzi z powodu świata"; oraz: "jeśli tedy
z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego
poddajecie się takim zakazom, jakbyście w świecie żyli:
nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj?" W Dziejach
Apostolskich ap. Piotr mówi: "Przeto teraz, dlaczego
wyzywacie Boga, wkładając na kark uczniów jarzmo, którego
ani ojcowie nasi, ani my nie mogliśmy unieść? Wierzymy
przecie, że zbawieni będziemy przez łaskę Pana Jezusa,
tak samo jak i oni". Piotr zabrania tu obciążać
sumienia mnóstwem obrzędów zarówno Mojżeszowych, jak
i innych, a w pierwszym Liście do Tymoteusza r. 4 zakazy
odnoszące się do pokarmów nazwano nauka diabelską, bo
sprzeczne jest z Ewangelią ustanawianie lub spełnianie
takich uczynków, aby przez nie zasłużyć na łaskę, jak
gdyby chrześcijaństwo nie mogło istnieć bez takich aktów
pobożności.
Tu
przeciwnicy zarzucają nam, że nasi nauczyciele znoszą
karność i umartwianie ciał, jak Jowinian. Wszakże w
pismach naszych nauczycieli znajdujemy coś innego, zawsze
bowiem nauczali o krzyżu, że chrześcijanie winni znosić
cierpienia. Umartwianie jest wtedy prawdziwe, szczere
i nie udawane, gdy doświadczamy różnych ucisków i jesteśmy
krzyżowani z Chrystusem.
Ponadto nasi nauczyciele uczą, że każdy chrześcijanin
powinien się tak pilnować i trzymać w karbach przy pomocy
karności cielesnej lub ćwiczeń cielesnych oraz pracy,
aby dostatek lub próżność nie wiodły go do grzechu,
wszakże nie po to, by takimi ćwiczeniami zasłużyć na
odpuszczenie grzechów lub dać za nie zadośćuczynienie.
Taką karność cielesną należy stale gorliwie utrzymywać,
a nie tylko w ciągu kilku dni, i to wyznaczonych Chrystus
bowiem przykazał: "Baczcie na siebie, aby serca
wasze nie były ociężałe wskutek opilstwa". Dalej:
"Ale ten ród (demonów) nie wychodzi inaczej, jak
tylko przez modlitwę i post." A Paweł mówi: "Umartwiam
ciało moje i ujarzmiam". Wynika stąd jasno, że
umartwia swe ciało nie po to, aby przez tę karność wysłużyć
odpuszczenie grzechów, lecz aby utrzymać ciało w gotowości
i zdatności do rzeczy duchowych i do wypełniania obowiązków
swego powołania. Nie potępiamy więc samych postów, lecz
tradycje, które stwarzają niebezpieczeństwo dla sumień,
wyznaczając pewne dni, pewne pokarmy, jak gdyby były
niezbędnymi aktami pobożności. Wszakże zachowuje się
u nas wiele tradycji, które się przyczyniają do utrzymania
ładu w Kościele, jak porządek lekcji mszalnych, świąt
itp. Jednocześnie jednak napomina się ludzi, że takie
praktyki nie usprawiedliwiają przed Bogiem i że w takich
rzeczach nie popełnia się grzechu, jeśli się je pomija
bez zgorszenia. Taka wolność w obrzędach ludzkich znana
była ojcom Kościoła. Na Wschodzie bowiem obchodzi się
Wielkanoc w innym czasie niż w Rzymie, a gdy z powodu
tej rozbieżności Rzymianie oskarżyli Kościół Wschodni
o schizmę, inni napomnieli ich, że takie zwyczaje nie
muszą być wszędzie jednakie. Ireneusz mówi: "Niezgodność
co do postów nie rozbija jedności wiary." Także
papież Grzegorz wykazuje, że taka rozbieżność nie narusza
jedności Kościoła: Disinct. 12. A zaś w ks. 9 dzieła
"Historia Tripartita" zebrano przykłady różnic
w obrzędach i przytoczono te słowa: "Intencja apostołów
było nie ustanawianie dni świątecznych, lecz głoszenie
dobrego współżycia ludzi ze sobą i pobożności".
|
|
|
XXVII.
O ślubach zakonnych
|
|
|
|
To,
czego się u nas naucza o ślubach zakonnych, lepiej się
pojmie, gdy się przypomni, jaki był stan klasztorów
i jak wiele rzeczy wbrew kanonom działo się codziennie
w tychże klasztorach. W czasach Augustyna zakony były
wolnymi bractwami. Później, gdy karność się rozluźniła,
dodano ślubowania, żeby po jej przywróceniu była taka,
jak w przemyślnie urządzonym więzieniu. Stopniowo dodawano
też do ślubowań wiele innych praktyk, a więzy te, wbrew
kanonom, nakładano wielu, zanim osiągnęli właściwy wiek.
Wielu wstępowało na tę drogę życia przez nieświadomość,
bo chociaż nie brakło im lat, to jednak nie byli zdolni
ocenić swych sił. Będąc tak usidleni, zniewoleni byli
pozostać, choć niektórych można było uwolnić na podstawie
kanonów. A w klasztorach żeńskich działo się to częściej
niż u mnichów, choć płci słabszej należała się większa
wyrozumiałość. Ta surowość od dawna się nie podobała
wielu dobrym ludziom, którzy widzieli, jak dziewczęta
i chłopców wtrąca się do klasztorów, aby zapewnić im
utrzymanie, widzieli nieszczęsne następstwa takich pomysłów,
widzieli zgorszenia, jakie stąd wynikły, i jakie jarzma
nakładano sumieniom. Ubolewali oni, że w tak doniosłej
sprawie zupełnie się zaniedbuje i lekceważy powagę kanonów.
Do tych błędów dodano jeszcze taki pogląd na śluby zakonne,
który się od dawna nie podobał tym mnichom, którzy mieli
choć trochę rozsądku. Głoszono bowiem, że ślubowania
dorównują chrztowi; nauczano, że ten rodzaj życia wysługuje
odpuszczenie grzechów i usprawiedliwienie przed Bogiem.
Dodawano jeszcze, że w życiu zakonnym można nie tylko
wysłużyć usprawiedliwienie przed Bogiem, lecz wypełniać
oprócz przykazań Bożych także rady ewangeliczne. Przekonywano
więc ludzi, że stan zakonny jest dalece doskonalszy
od chrztu, że w życiu zakonnym można wysłużyć więcej
łaski niż na urzędzie publicznym, duszpasterskim i tym
podobnych, które wypełniają swe powołanie według przykazań
Bożych, ale bez wymyślnych form pobożności. Niczemu,
co tu powiedziano, nie można zaprzeczyć, ponieważ wynika
to z mnisich ksiąg.
Cóż się jeszcze działo w klasztorach? Niegdyś były szkołami,
w których uczono Pisma św. i innych przedmiotów pożytecznych
dla Kościoła, tam też poszukiwano duszpasterzy i biskupów;
teraz rzeczy się mają całkiem inaczej i nie ma potrzeby
przytaczać tu tego co jest powszechnie znane. Niegdyś
ludzie zbierali się tam dla nauki; teraz roszczą sobie,
że ten rodzaj życia ustanowiony jest dla wysłużenia
łaski i usprawiedliwienia, a nadto głoszą, że jest stanem
doskonałym, i przekładają go nad wszystkie inne rodzaje
życia ustanowione przez Boga. Przytaczamy to wszystko
- bez jakiegokolwiek uprzedzenia i bez przesady - aby
lepiej można pojąć naukę naszych nauczycieli w tej materii.
Po pierwsze, o wstępujących w związki małżeńskie nasi
nauczyciele uczą, że każdemu, kto nie jest zdatny do
życia w celibacie, wolno wstąpić w stan małżeński, gdyż
ślubowania nie mogą znieść postanowienia i nakazu Bożego.
Taki zaś jest nakaz Boży: "Jednak ze względu na
niebezpieczeństwo wszeteczeństwa, niechaj każdy ma swoją
żonę". Jednak nie tylko sam nakaz, lecz również
stworzenie i ustanowienie Boże nakłaniają do małżeństwa
tych, którzy nie są spod nich wyjęci szczególnym zrządzeniem
Bożym, a to według Genesis, 2: "Niedobrze być człowiekowi
samemu". Nie grzeszą więc ci, co są posłuszni temu
nakazowi i ustanowieniu Bożemu.
Jakiż
zarzut można wysunąć przeciwko temu. Niech ktoś, ile
chce, wyolbrzymia zobowiązania wynikające ze ślubowania,
to przecież nie zdoła sprawić, by ślubowanie znosiło
nakaz Boży. Kanony uczą, iż każde ślubowanie winno być
złożone z zastrzeżeniem uprawnień przełożonego, jakże
daleko mniejsze znaczenie mają ślubowania przeciwne
nakazom Bożym.
Gdyby zobowiązań wynikających ze ślubowań nie można
było uchylić bez względu na powód, nie mogliby od nich
uwalniać nawet papieże. Nie godzi się bowiem, aby człowiek
unieważniał zobowiązania, które wynikają wprost z prawa
Bożego. Atoli papieże rozumnie osadzili, że w tych sprawach
należy postępować z umiarkowaniem, dlatego czytamy o
częstych zwolnieniach od ślubowań. Znany jest przypadek
króla Aragonii, odwołanego z klasztoru, a nie brak też
przykładów z naszych czasów.
Następnie, dlaczego nasi przeciwnicy wyolbrzymiają moc
obowiązującą i skutki ślubowań, a jednocześnie nic nie
mówią o samej ich istocie, że powinny dotyczyć rzeczy
możliwych, że powinny być dobrowolne, czynione chętnie
i po należytej rozwadze. Nie jest tajemnicą, do jakiego
stopnia stała czystość znajduje się we władzy człowieka.
A jak wielu jest tych, co chętnie i z rozwaga składają
ślubowania. Dziewczęta i chłopów nakłania się do ślubowań,
zanim się mogą w tym rozeznać, a czasem nawet do tego
ich się zmusza. Nie jest więc słuszne spierać się z
nami o ślubowania tak uporczywie, skoro wszyscy przyznają,
że jest to wbrew istocie ślubowań, gdy nie są złożone
z własnej woli i z rozwagą. Wiele kanonów unieważnia
ślubowania złożone przed piętnastym rokiem życia, ponieważ
nie wydaje się, aby przed osiągnięciem tego wieku można
było stanowić o całym przyszłym życiu. Jeden z kanonów,
mając na względzie ludzka słabość, dodaje kilka lat
i zabrania składać śluby przed osiemnastym rokiem życia.
Którego z tych kanonów mamy się trzymać? Większość ma
usprawiedliwienie na to, że opuszcza klasztory, w tym,
iż najliczniejsi składali ślubowanie przed dojściem
do tych lat. Na koniec, choć złamanie ślubów zakonnych
można skarcić, nie wydaje się jednak, aby następnie
konieczne było rozwiązanie małżeństw tych osób. Augustyn
bowiem przeczy temu, że należy je rozwiązywać (27.,
quaest. l, cap. Nuptiarum), a przecież wielka to powaga,
mimo że później niektórzy sądzili inaczej o tej sprawie.
Chociaż więc się wydaje, że przykazanie Boże co do małżeństwa
wielu uwalnia od ślubów zakonnych, to jednak nasi nauczyciele
przytaczają jeszcze inny wzgląd, dla którego śluby zakonne
są nieważne, mianowicie, że bezbożna jest wszelka służba
Boża, którą bez nakazu Bożego ludzie ustanowili i wybrali,
aby zasłużyć na usprawiedliwienie i łaskę. Mówi bowiem
Chrystus: "Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc
nauki, które są nakazami ludzkimi". Także Paweł
uczy wszędzie, że nie należy szukać usprawiedliwienia
w praktykach i nabożeństwach wymyślonych przez ludzi,
lecz że wierzący osiągają je przez wiarę, iż Bóg przyjmuje
ich do łaski dla Chrystusa. Wiadomo też, że mnisi uczyli,
jakoby ich praktyki religijne był zadośćuczynieniem
za grzechy, wysługiwały łaskę i usprawiedliwienie. Czymże
to jest, jak nie umniejszeniem chwały Chrystusowej oraz
przyćmiewaniem i zaprzeczeniem usprawiedliwienia z wiary?
Stąd wynika, że owe śluby, składane tak powszechnie
były praktykami bezbożnymi, a więc nieważnymi. Albowiem
ślub bezbożny i uczyniony wbrew nakazom Bożym jest nieważny,
gdyż jak mówi kanon - żaden ślub nie powinien stanowić
więzów nieprawości.
Paweł mówi: "Odłączyliście się od Chrystusa, wy
którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście
z łaski". Przeto ci, którzy chcą być usprawiedliwieni
przez ślubowania, odłączają się od Chrystusa i wypadają
z łaski. Ci bowiem, co przypisują ślubom usprawiedliwienie,
przypisują własnym uczynkom to, co należy wyłącznie
do chwały Chrystusa. Nie da się zaiste zaprzeczyć, że
mnisi nauczali, jakoby osiągali usprawiedliwienie i
wysługiwali odpuszczenie grzechów przez swe śluby i
praktyki. Zmyślali też niedorzeczności, chełpiąc się,
że mogą swe uczynki przenosić na innych. Choćby ktoś
przez uprzedzenie chciał wyolbrzymiać te uroszczenia,
to jakże wiele można zebrać rzeczy, których się wstydzą
nawet sami mnisi! Do tego jeszcze przekonywali ludzi,
że owe praktyki religijne właściwe są stanowi doskonałości
chrześcijańskiej. Czyż nie jest to przypisywaniem mocy
usprawiedliwiającej uczynkom? Wielkim zgorszeniem w
Kościele jest zalecanie ludowi pewnych form pobożności
wymyślonych przez ludzi bez nakazu Bożego i nauczanie,
że taka pobożność daje ludziom usprawiedliwienie. Wszak
usprawiedliwienie z wiary, które w Kościele należy głosić
przede wszystkim, pozostawia się w cieniu, gdy się je
w oczach ludzkich przyćmiewa owymi osobliwymi "anielskimi"
praktykami, pozorami ubóstwa i pokory oraz celibatu.
Ponadto spycha się w cień przykazania Boże i prawdziwą
pobożność, jeśli ludzie słyszą, że tylko mnisi znajdują
się w stanie doskonałości. Tymczasem doskonałość chrześcijańska
polega na szczerej bojaźni Bożej, na posiadaniu wielkiej
wiary i ufności ze względu na Chrystusa, że mamy przebłaganego
Boga, że możemy Boga prosić i pewnie oczekiwać Jego
pomocy we wszystkim, co podejmujemy wedle powołania,
tymczasem zaś na zewnątrz - to pilne spełnianie dobrych
uczynków i swego powołania. Na tym polega prawdziwa
doskonałość i właściwe oddawanie czci Bogu, a nie na
celibacie lub żebraniu, czy brudnej szacie. Doprawdy,
wielu zgubnych przekonań nabiera lud przez owe błędne
pochwały życia zakonnego. Słysząc bowiem, jak się bez
umiaru wychwala celibat, ludzie żyją w małżeństwie z
niespokojnym sumieniem. Słysząc, że tylko żebracy są
doskonałymi, ludzi zachowują swe mienie z niespokojnym
sumieniem, zajmują się handlem z niespokojnym sumieniem.
Słysząc radę ewangeliczną, by się nie mścić, niektórzy
nie wahają się szukać zemsty w życiu prywatnym, ponieważ
mówiono im, że zakaz odwetu to tylko rada, a nie przykazanie.
Inni błądzą jeszcze bardziej, sądząc, że udział w rządzeniu
i piastowanie urzędów publicznych jest niegodne chrześcijanina
i sprzeczne z radami ewangelicznymi. Czyta się o ludziach,
którzy opuścili małżeństwo, porzucili urzędy publiczne
i usunęli się do klasztoru. Nazwali to ucieczką od świata
i poszukiwaniem uświęconego rodzaju życia. Nie pojmowali
oni, że Bogu należy służyć, wypełniając te przykazania,
które On sam dał, a nie te, które wymyślili ludzie.
Dobrym i doskonałym rodzajem życia jest ten, który pochodzi
z nakazu Bożego. O tym wszystkim należy ludzi upominać.
W dawniejszych czasach Gerson także ganił mnichów za
błędy w pojmowaniu doskonałości i stwierdzał, że uważanie
życia klasztornego za stan doskonałości było w jego
czasach czymś nowym. Jakże wiele bezbożnych mniemań
łączy się ze ślubowaniami, że usprawiedliwiają, że stanowią
o doskonałości chrześcijańskiej, że mnisi wypełniają
i rady ewangeliczne, i przykazania, oraz że spełniają
uczynki nadobowiązkowe. Wszystko to, jako błędne i bezużyteczne,
sprawia, że ślubowania są daremne.
|
|
|
XXVIII.
O władzy kościelnej
|
|
|
|
Na
temat władzy biskupów wielkie były niegdyś dysputy,
w których wielu niezręcznie pomieszało władzę kościelną
z władzą miecza. Z tego pomieszania wynikły wielkie
wojny i zamieszki, ponieważ papieże, polegając na władzy
kluczy, nie tylko ustanawiali nowe formy służby Bożej
i obciążali sumienia zastrzeżeniami rozgrzeszeń i porywczymi
ekskomunikami, lecz także usiłowali rozporządzać królestwami
i pozbawiać władzy cesarzy. Ludzie pobożni i światli
już od dawna ganili te błędy w Kościele. Dlatego nasi
nauczyciele, by pouczyć sumienia, zmuszeni byli wykazać
czym się różni władza kościelna od władzy miecza. Uczyli
oni, że ze względu na nakaz Boży obie władze należy
szanować i czcić głęboko, jako największe dobrodziejstwa
Boże na ziemi.
Nauczyciele nasi utrzymują, że władza kluczy lub władza
biskupów jest według Ewangelii władzą albo Boskim mandatem
głoszenia ewangelii, odpuszczania i zatrzymywania grzechów
oraz udzielania sakramentów. Albowiem Chrystus rozesłał
apostołów z takim przykazaniem: "Jak Ojciec mnie
posłał, tak i Ja was posyłam. Weźmijcie Ducha Świętego.
Którymkolwiek grzech odpuścicie, są im odpuszczone,
a którym zatrzymacie, są im zatrzymane". A w Ewangelii
Marka, r.16: "Idąc na cały świat, głoście ewangelię
wszystkiemu stworzeniu".
Tak więc tę władzę wykonuje się, ucząc Ewangelii lub
głosząc ją oraz udzielając sakramentów wielu zgromadzonym
lub każdemu z osobna, według powołania, ponieważ władza
ta udziela nie rzeczy cielesnych, lecz wiecznych: sprawiedliwości
wiekuistej, Ducha Świętego, żywota wiecznego. Tych rzeczy
nie można dostąpić inaczej, jak tylko przez posługiwanie
słowem i sakramentami według słów Pawła: "Ewangelia
jest mocą Bożą ku zbawieniu każdemu, kto wierzy",
i Psalmu 118: "Wyrok Twój ożywia". Skoro więc
władza kościelna udziela rzeczy wiecznych i wykonuje
się ją tylko przez posługiwanie słowem, przeto nie przeszkadza
władzy świeckiej, jak nie przeszkadza w niczym władzy
świeckiej sztuka śpiewu. Władza świecka bowiem zajmuje
się innymi rzeczami niż ewangelia. Urząd świecki chroni
przed jawnym bezprawiem nie dusze, lecz ciała i rzeczy
cielesne, i trzyma ludzi w karbach przy pomocy miecza
i kar cielesnych, aby utrzymać sprawiedliwość cywilną
i pokój. Ewangelia zaś chroni dusze od bezbożnych poglądów,
od diabła i śmierci wiekuistej. Nie należy więc mieszać
władzy kościelnej z cywilną. Władzy kościelnej nakazano
głosić Ewangelię i udzielać sakramentów: niechże nie
ingeruje w sprawy innych urzędów, niechaj nie rozporządza
królestwami tego świata, niech nie uchyla praw urzędów
świeckich, niechże nie niweczy posłuszeństwa wymaganego
przez prawo, niechaj się nie wtrąca do spraw dotyczących
cywilnych zarządzeń lub umów, niech nie dyktuje władzom
praw stanowiących o ustroju państwa. Chrystus bowiem
mówi: "Królestwo moje nie jest z tego świata",
oraz: "Któż mnie ustanowił sędzią lub rozjemcą
nad wami?". Paweł zaś mówi: (Filip. 3): "Nasza
ojczyzna jest w niebiesiech", oraz (II Kor. 10):
"Gdyż nasz oręż, którym walczymy, nie jest cielesny,
lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej"
itd. Tak oto nasi nauczyciele rozróżniają powinności
obu władz i nakazują, aby obie szanowano i uznawano,
obie bowiem są darem i dobrodziejstwem Bożym.
Jeśli zaś biskupi mają jakąś władzę miecza, to nie mają
jej jako biskupi z nakazu Ewangelii, lecz z mocy prawa
ludzkiego, nadaną przez królów i cesarzy dla osobistego
zarządzania swymi dobrami. Jest to jednak funkcja odmienna
od służby Ewangelii. Gdy się więc rozpatruje jurysdykcję
biskupów, należy odróżniać władzę cywilną od jurysdykcji
kościelnej. Zatem według Ewangelii lub - jak mawiają
- według prawa Bożego, mają biskupi jako biskupi, czyli
jako ci, którym powierzono posługiwanie słowem i sakramentami,
odpuszczać grzechy, odrzucać naukę niezgodną z Ewangelią
i wyłączać ze społeczności Kościoła bezbożników, których
bezbożność jest jawna, bez użycia siły ludzkiej, lecz
słowem. W tych sprawach Kościoły zobowiązane są prawem
Bożym do posłuszeństwa biskupom, według słów: "Kto
was słucha, mnie słucha".
Atoli jeśli nauczają czegoś lub ustanawiają coś wbrew
Ewangelii, to Kościoły mają nakaz Boży odmówić im posłuszeństwa:
"Strzeżcie się fałszywych proroków" (Mat.
7); "Choćby anioł z nieba zwiastował wam ewangelię
odmienną, niech będzie przeklęty (Gal. 1); "Nie
możemy bowiem nic wskórać przeciwko prawdzie, ale dla
prawdy" (II Kor. 13); Dana mi jest moc "ku
zbudowaniu, a nie ku burzeniu".
Tego też wymagają księgi kanoniczne (II quaest. VII,
cap. Sacerdotes et cap. Oves). Augustyn zaś mówi, w
liście przeciwko Petilianowi: "Nie należy się zgadzać
i z katolickimi biskupami, gdyby się mylili lub utrzymywali
coś przeciwnego kanonicznym pismom Bożym". Jeśli
biskupi mają jeszcze inną władzę lub kompetencję do
rozpoznawania pewnych spraw, np. co do małżeństwa, dziesięciny
itp., to mają ją na podstawie prawa ludzkiego; gdy zaś
opieszale wykonują swe powinności, to książęta nawet
wbrew swej woli są obowiązani wymierzać poddanym sprawiedliwość,
aby utrzymać spokój publiczny. Oprócz tego dysputuje
się, czy biskupi lub księża mają prawo ustanawiać obrzędy
kościelne i przepisy o pokarmach, świętach, o stopniach
wśród duchownych lub wprowadzać hierarchię święceń itp.
Ci, co przyznają biskupom to prawo, powołują się na
świadectwo: "Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia,
ale teraz znieść nie możecie; lecz gdy przyjdzie On,
Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę".
Przytaczają też przykład apostołów, którzy nakazywali
się powstrzymać od krwi i dławionego. Powołują się także
na sabat, zastąpiony niedzielą - jak by się wydawało
- wbrew dziesięciorgu przykazaniom. Nie ma przykładu,
który by przytaczali częściej niż zamianę sabatu. Wielka
jest - zapewniają - władza Kościoła, skoro nas zwolnił
spod jednego z dziesięciorga przykazań. Co się tego
tyczy, nasi nauczyciele uczą, że biskupi - jak wyżej
wykazano - nie mają władzy ustanawiać czegokolwiek wbrew
Ewangelii. Tak też pouczają księgi kanoniczne. (Distinct.
9).
Oprócz
tego jest to wbrew Pismu świętemu, gdy się ustanawia
tradycje, abyśmy ich przestrzeganiem zadośćuczynili
za grzechy lub zasłużyli na usprawiedliwienie. Znieważamy
bowiem chwałę zasługi Chrystusa, gdy sądzimy, że usprawiedliwiani
jesteśmy takimi praktykami. Wszak wiadomo, że w następstwie
takich przekonań tradycje mnożyły się w Kościele niemal
nieskończenie, przytłumiając naukę o wierze i usprawiedliwieniu
z wiary, ponieważ wprowadzano stopniowo coraz więcej
świąt, wyznaczano posty, nowe obrzędy, ustanawiano nowe
zakony, bo ich wynalazcy mniemali, iż takimi uczynkami
wysłużyć można łaskę. Tak właśnie mnożyły się kanony
pokutne, których pozostałości po dziś dzień widzimy
w zadośćuczynieniach. Następnie, twórcy tradycji postępują
wbrew przykazaniu Bożemu, gdy pokarmy, dni i rzeczy
podobne wiążą z grzechem i gdy obciążają Kościół jarzmem
poddaństwa zakonowi, jak gdyby dla wysłużenia usprawiedliwienia
należało uprawiać wśród chrześcijan kult podobny lewickiemu,
którego ustanowienie Bóg jakoby powierzył apostołom
i biskupom. Tak bowiem piszą niektórzy, a wydaje się,
że i papieży w pewnym stopniu zwiódł przykład prawa
Mojżeszowego. Stąd się biorą owe obciążenia, jakoby
było grzechem śmiertelnym pracować rękami w święta,
choćby bez zgorszenia innych, jakoby niektóre pokarmy
kalały sumienie, jakoby posty - nie naturalne, lecz
dla utrapienia - były środkami przebłagania Boga, jakoby
było grzechem śmiertelnym opuszczać godziny kanoniczne,
jakoby w sprawach zastrzeżonych grzech nie mógł być
odpuszczony bez udziału zastrzegającego, podczas gdy
same kanony mówią o zastrzeżeniu nie winy, lecz kary
kościelnej. Skąd otrzymali biskupi prawo wprowadzenia
w Kościele takich tradycji ku usidleniu sumień, skoro
Piotr nie pozwala nakładać jarzma uczniom, skoro Paweł
mówi o mocy danej mu ku budowaniu, a nie ku burzeniu?
Czemuż więc mnożą grzechy przez takie tradycje?
Doprawdy wyraźne są świadectwa, które zabraniają tworzenia
takich tradycji dla przebłagania Boga, a rzekomo niezbędnych
dla zbawienia. Paweł pisze w Liście do Kolosan: "Niechże
was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo
z powodu święta lub nowiu księżyca, bądź sabatów",
oraz: "Jeśli tedy z Chrystusem umarliście dla żywiołów
świata, to dlaczego poddajecie się takim zakazom, jakbyście
w świecie żyli: Nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj?
Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie,
a są to tylko przykazania i nauki ludzkie. Mają one
pozór mądrości". Także w Liście do Tytusa: "I
nie słuchali żydowskich baśni i nakazów ludzi, którzy
się odwracają od prawdy". W Ewangelii Mateusza
r. 15 Chrystus mówi o tych, co żądają przestrzegania
tradycji: "Zostawcie ich. Ślepi są przewodnikami
ślepych", i odrzuca taką służbę Bogu: "Wszelka
roślina, którą nie zasadził Ojciec mój niebieski, wykorzeniona
zostanie".
Jeśli biskupi mają prawo obciążać Kościół i sumienia
rozlicznymi tradycjami, to czemu całe Pismo święte zabrania
tworzenia tradycji i posłuszeństwa im? Czemu je nazywa
naukami szatańskimi? Czy na próżno ostrzegał przed nimi
Duch Święty? Ostatecznie więc - skoro sprzeczne są z
Ewangelią obrzędy ustanowione niby z konieczności zasłużenia
na usprawiedliwienie lub w przekonaniu, że je wysłużą
- nie godzi się biskupom ustanawiać takich form pobożności
lub wymagać ich, jak gdyby był konieczne. Należy bowiem
zachować w Kościołach naukę o wolności chrześcijańskiej,
mianowicie że ciężary zakonu nie są konieczne do usprawiedliwienia,
jak napisano w Liście do Galacjan: "Nie poddawajcie
się znowu pod jarzmo niewoli". Należy koniecznie
trzymać się głównej zasady Ewangelii, że łaski dostępuje
się przez wiarę w Chrystusa, a nie przez pewne praktyki
lub nabożeństwo ustanowione przez ludzi. Cóż więc należy
sądzić o święceniu niedzieli i podobnych zwyczajach
kościelnych? Na to odpowiadają nasi nauczyciele, że
godzi się biskupom lub duszpasterzom wprowadzać porządki,
aby by ład w Kościele, ale nie po to, aby przez nie
zadośćuczynić za grzechy lub żeby zobowiązywać sumienia
do mniemania, że to konieczne formy pobożności. Paweł
zarządził, aby w zgromadzeni kobiety nakrywały głowy,
aby mówców wysłuchiwano w kościele po kolei. Takie porządki
mogą Kościoły zachowywać dla miłości i spokoju, jednakże
o tyle tylko, żeby nikt nikogo nie obrażał i żeby w
Kościele wszystko odbywało się porządnie i bez zamieszania
przy tym wszakże tak, aby sumień nie obciążać mniemaniem,
że to niezbędne do zbawienia i że się grzeszy nawet
wtedy, gdy się to narusza bez zgorszenia innych: np.
nikt nie powinien pomawiać o grzech kobietę, która się
ukazuje na ulicy bez nakrycia głowy, o ile nie gorszy
ludzi. Do tych rzeczy należy też przestrzeganie niedzieli,
Wielkanocy, Zielonych Świątek i podobnych świat oraz
obrzędów. Kto zaś sądzi, że władza Kościoła ustanowiła
obchodzenie niedzieli zamiast sabatu jako niezbędne,
myli się bardzo. Sabat zniosło Pismo Św., a nie Kościół,
albowiem po objawieniu Ewangelii mogą być pominięte
wszelkie obrzędy Mojżeszowe. Że jednak trzeba było wyznaczyć
pewien dzień, aby lud wiedział, kiedy się zgromadzić
należy, Kościół przeznaczył na to niedzielę, a wydaje
się, że uczynił to tym bardziej, żeby dać ludziom przykład
wolności chrześcijańskiej i żeby wiedzieli, że przestrzeganie
sabatu lub innego dnia nie jest konieczne.
Osobliwe dysputy wynikły w sprawie zmiany zakonu, obrzędów
nowego zakonu i zastąpienia sabatu - wszystko to z błędnego
przekonania, że w Kościele powinny być formy pobożności
podobne lewickim i że Chrystus zlecił apostołom i biskupom
wymyślić nowe obrzędy niezbędne do zbawienia. Te błędy
wkradły się do Kościoła wtedy, gdy o usprawiedliwieniu
z wiary nauczano nie dość jasno. Niektórzy wywodzą,
że przestrzeganie niedzieli nie jest wprawdzie prawem
Bożym, lecz wynika jakby z prawa Bożego, i tworzą przepisy
co do świąt, w jakim stopniu można podczas nich pracować.
Czymże są podobne dysputy, jeśli nie usidlaniem sumień?
Choć bowiem próbuje się łagodzić wypełnianie tradycji,
to jednak nie można spostrzec ulgi, dopóki utrzymuje
się mniemanie, że zachowanie tradycji jest konieczne,
a musi się ono utrzymać tam, gdzie nieznane jest usprawiedliwienie
z wiary i wolność chrześcijańska.
Apostołowie nakazywali wstrzymywać się od krwi: któż
tego dziś przestrzega? A przecież nie grzeszą ci, co
tego nie przestrzegają, sami bowiem apostołowie nie
chcieli obarczać sumień takimi ciężarami, lecz tylko
do czasu to nakazali, aby nie było zgorszenia. Należy
bowiem mieć to na uwadze, co jest niezmienną intencją
Ewangelii.
Zaledwie niektórych kanonów przestrzega się ściśle,
wiele zaś z dnia na dzień wychodzi z praktyki nawet
wśród tych, co obstają przy tradycji. Nie można pomóc
sumieniom, nie zachowując owego umiaru, że kanonów należy
przestrzegać bez przekonania, że to niezbędne do zbawienia
i że sumienia nie doznają szkód, jeśli nawet życie coś
zmieni. Biskupi przeto łatwo by mogli utrzymać należne
posłuszeństwo, gdyby nie obstawali przy zachowaniu tradycji,
których nie można zachować z czystym sumieniem. Obecnie
wymagają celibatu i nikogo nie przyjmują do stanu duchownego,
dopóki nie przysięgnie, że będzie uczył czystej Ewangelii.
Kościoły nasze nie żądają, aby biskupi przywrócili zgodę
z uszczerbkiem dla swej godności, chociaż godziłoby
się, żeby dobrzy pasterze tak uczyni li; żądają tylko,
aby zwolniono je spod nieuzasadnionych ciężarów, które
są nowe i przyjęte wbrew zwyczajom Kościoła powszechnego.
Początkowo, być może, były powody, aby ustanowić takie
normy, jednak późniejszym czasom nie odpowiadały, a
oczywiste jest też, iż niektóre przyjęto na skutek błędnych
rozumowań. Dlatego pobłażliwość biskupów winna je teraz
złagodzić, ponieważ zmiana taka nie zniweczy jedności
Kościoła. Wiele bowiem tradycji ludzkich zmieniło się
z biegiem czasu, jak to pokazały same kanony. Gdyby
się jednak nie dało osiągnąć złagodzenia praktyk, których
nie można utrzymać bez grzechu, ciąży na nas powinność
postępowania według normy apostolskiej, która nakazuje,
że "trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi".
Piotr nie pozwala biskupom panować i niewolić Kościoła.
Nie dążymy więc do tego, aby się biskupi wyrzekli władzy,
lecz tego tylko się domagamy, aby pozwolili nauczać
czystej Ewangelii i aby złagodzili nieco niektóre zarządzenia,
których nie można zachować bez grzechu: Lecz jeśli nie
ustąpią, niechaj rozważą, jak zdadzą sprawę przed Bogiem
z tego, że przez swój upór dali przyczynę do rozłamu
w Kościele.
|
|
|
Zakończenie
części drugiej
|
|
|
|
Oto są główne artykuły uważane za sporne, bo chociaż można by mówić
o wielu innych nadużyciach, jednak dla uniknięcia rozwlekłości ujęliśmy
tylko główne. Wielkie były narzekania na odpusty, pielgrzymki i nadużywanie
ekskomuniki; parafie były ze wszech stron dręczone przez kwestarzy; nie
kończyły się kłótnie między księżmi a mnichami o prawa parafialne,
o spowiedź, pogrzeby i podobne niezliczone rzeczy. Sprawy tego rodzaju
pomijamy, aby to, co w tej materii najważniejsze, krócej wyłożone, łatwiej
zrozumiane być mogło.
Niczego tu nie powiedziano ani nie przedstawiono, by kogokolwiek znieważyć.
Wymieniono to tylko, o czym - jak się wydawało - należało koniecznie
powiedzieć, aby było zrozumiałe, że w nauce i obrzędach niczego u nas
nie przyjęto wbrew Pismu świętemu lub wbrew Kościołowi powszechnemu.
Jest bowiem oczywiste, żeśmy najpilniej baczyli, aby się do naszych Kościołów
nie wkradły nauki nowe a bezbożne.
Według rozkazu Waszej Cesarskiej Mości pragniemy przedłożyć powyższe
artykuły, w których wyłożone jest nasze wyznanie i z których poznać
można główne nauki naszych nauczycieli. Gdyby w tym wyznaniu czegoś
brakowało, gotowiśmy z pomocą Bożą przedłożyć obszerniejsze wyjaśnienie
na podstawie Pisma świętego.
Waszej Cesarskiej Mości wierni poddani
Jan, książę saski, elektor
Jerzy, margrabia brandenburski
Ernest, książę luneburski
Filip, landgraf heski
Jan Fryderyk, książe saski
Franciszek, książę luneburski
Wolfgang, książę Anhaltu
Senat i Magistrat Norymbergi
Senat Reutlingen
|
|
|
|
|
|
|