|
Dzieło:
"Chrzest Jezusa"
witraż, 650 x 220 cm
pracownia H. Schleina z Zittau w Saksonii
ewangelicki kościół Zbawiciela W Tomaszowie
Maz.
Witraż fundacji rodziny Elbel w prezbiterium
ewangelickiego kościoła Zbawiciela w Tomaszowie
Mazowieckim. 1900 r. w pracowni witraży H. Schleina
z Zittau w Saksonii. W 1987 r.
pełna renowacja w pracowni witraży Dariusza
Plinty w Mikołowie.

Witraż
"Chrzest Jezusa" należy do zestawu 13 figuralnych
(z o-gólnej liczby 29) eklektycznych witraży ewangelickiego
kościoła Zbawiciela (poświęconego w 1902
roku). Witraże powstały w latach 1900 - 1901
w znanej pracowni H. Schleina.
Witraż o niebagatelnych rozmia-rach i powierzchni
nieco ponad 12 m2, zawiera na
niewielkiej wstędze napis w języku niemie-ckim
: "Pamięci Adolfa Elbel, zmarłego w 1888
roku, od jego dzieci".
"Wtedy
właśnie przyszedł tam Jezus z Nazaretu Galilejskiego
i został przez Jana ochrzczony w Jordanie.
w chwili gdy wycho-dził z wody, ujrzał
otwierające się niebo i Ducha Bożego, który
jakby gołąb spłynął na niego. a z niebios
rozległ się głos: Ty jesteś moim ukochanym Synem,
ciebie wybrałem!"
Ewangelia
wg św. Marka 1:9-11
Gdy w słoneczny ranek wchodzi
się do tomaszowskiego kościoła Zbawiciela, całe
jego wnętrze rozświetlone jest radosnymi błyskami
smug światła, które przenikają przez poszczególne
witraże. A że witraży jest stosunkowo dużo,
kościół jest jasny i kolorowy. Trudno jest
oprzeć się refleksji nad tematycznym doborem witrażowych
scen i biblijnych postaci. Jako że w 1902 r.
nowy, duży, drugi tomaszowski kościół został
nazwany kościołem Zbawiciela, jego wystrój w najdrobniejszych
ikonograficznych szczegółach jest chrystocentryczny.
W nawach bocznych najpierw podziwiamy
Apostołów: Piotra i Pawła oraz Filipa i Jakuba,
potem w transepcie kościoła czterech Ewangelistów
i Jezusa, który na jednym witrażu naucza,
a na drugim błogosławi. w ołtarzu znajduje
się ostatni namalowany przez Wojciecha Gersona
obraz, ukazujący Zmartwychwstałego
Chrystusa i Marię Magdalenę, zaś po obu stronach
w prezbiterium dwa największe witraże, wysokie
na sześć i pół metra. Podnosimy głowy i widzimy
dwie biblijne sceny: chrzest Jezusa z lewej
i zmartwychwstanie Chrystusa z prawej
strony. Od nieco ponad stu lat tomaszowscy ewangelicy
patrzą na ten szczególny, artystyczny przekaz
biblijny.
Od początku XX wieku pierwsza niedziela
po Święcie Epifanii ma tutaj swoją ilustrację:
Chrzest Jezusa, wydarzenie po trosze teologicznie
niezwykłe, po ludzku niezrozumiałe, a duszpastersko
cudowne.
Właśnie ten ostatni aspekt będzie nas zajmować,
bo przecież to on zdecydował o umieszczeniu
tak ogromnej ilustracji w prezbiterium kościoła,
do tego, po stronie ambony, obok ołtarza. Śpiewając
liturgię, czy słuchając kazania, w polu widzenia
mamy scenę znad Jordanu, gdzie Jan, Jezus i Duch
Święty tworzą artystyczną i duszpasterską
podstawę przekazu.
Witraż
utrzymany w eklektycznym stylu, poprzez
dodatkowe kompozycyjne podziały, przechodząc z neogotyckiego
zewnętrznego obrysu, nieco zawęża się do właściwego
pola o helleńsko-bizantyjskim obramowaniu.
To właśnie te ramy, utworzone z kamiennych
elementów: podstawy, bazy dwóch kolumn, potem
korynckich kapiteli i półkolistego łuku,
wyraźnie chcą nawiązać do antycznego klimatu tamtej
biblijnej epoki. Częste powtarzanie motywu
liścia akantu zarówno w gotyckich, jak i antycznych
liniach podziału witraża ma podkreślić łączność
tego co biblijne, z tym co kościelne.
Umieszczenie
aż 21 stylizowanych czerwonych "róż Lutra"
na przemian z zielonymi kwadratami i żółtymi
liśćmi akantu w pasie neogotyckiego obramowania
bezpośrednio sugeruje, o jaki Kościół tutaj
chodzi. Liść akantu, tej pustynnej rośliny
z basenu Morza Śródziemnego, powtarza się
także na wewnętrznym obramowaniu figuralnej części
witraża, z tym że tutaj dynamicznie się wije
oplatając korynckie kolumny i łuk zamykający
scenę. Potem jeszcze raz występuje w zwieńczeniu
i u podstawy, w tle fundatorskiego napisu.
Słowem, jest motywem nie tyle ozdobnym, co
spajającym. Ciekawe jest także zastosowanie
spokojnego, łagodnego wypełnienia powierzchni
w postaci tzw. "gomółek", które tworzą
wrażenie lekkości figuralnej sceny.
Centrum
witraża zajmuje spotkanie dwóch bliskich sobie
postaci, Jana i Jezusa, synów kuzynek:
Elżbiety i Marii. To bardzo ważne spotkanie.
Powagę tej chwili możemy zauważyć choćby przez
skupienie widoczne na obu twarzach. Obaj mają
głowy pochylone, oczy opuszczone, usta zamknięte.
Wcześniej wymienili swoje opinie, teraz trwają
w ciszy, by lepiej było słychać "głos z nieba".
Otworzyło się też niebo i Jezus zobaczył
Ducha Bożego. My widzimy białą gołębicę na
tle złotego nieba. To znak bezpośrednio wskazujący
na Jezusa. Znamy na pamięć słowa: "To jest
mój ukochany Syn..." . Ale słowa te znali
także ówcześni Izraelici, znali także Żydzi, licznie
zamieszkujący międzywojenny Tomaszów, bo te
słowa wyjęte są z proroctwa Księgi Izajasza
(Iz. 42,1). Ten głos według nas, uczniów Chrystusa,
legitymuje naszego Zbawiciela i Jego Kościół
na ziemi. Aby nikt nie miał wątpliwości.
Bosy,
odziany w ciemnoczerwoną szatę, Jan Chrzciciel
podnosi prawą rękę i nieomal symbolicznie
chrzci Jezusa, lewą ręką trzyma laskę zwieńczoną
krzyżem. Stoi na brzegu, pod stopami ma
bujną zieleń, kwiaty, krzewy.
Jezus
dla odróżnienia stoi w rzece, odziany w białą
szatę, z rękami złożonymi w wymownym
geście modlitwy. Oczywiście, jego głowę
otacza aureola boskości, jakby podkreślona
przez artystę dodatkową krwawoczerwoną otoczką.
Niebo jest jasne, choć przesuwające się chmury
sugerują powiewy wiatru wskazującego na dzieło
Ducha Świętego. Na horyzoncie dostrzegamy
judejskie, pustynne góry.
Na
witrażu nie ma już więcej nikogo, ale oto świadkami
stają się ci, którzy weszli do kościoła, najlepiej
po Słowo Boże, do południa, na nabożeństwo o 10.3o,
gdy świeci wschodzące słońce. Wtedy dopiero można
zobaczyć: jaki to witraż, i co przedstawia.
Dopiero będąc w kościele, w środku,
można podziwiać kolory. Z zewnątrz ten
sam witraż jawi się jedynie jako ciemna, oszklona
powierzchnia. Tak samo jest ze Słowem Bożym,
które może być wszędzie czytane, analizowane,
tłumaczone, ale dopiero w klimacie Kościoła,
w jego wnętrzu winno nabierać wyjątkowej
mocy. Tak samo jest z nami, chrześcijanami,
takimi winniśmy być wszędzie, ale najpełniej przeżywamy
cud wiary w społeczności, na przykład w nabożeństwie,
w pieśni, w liturgii, w sakramencie,
po prostu w kościele. Dlatego dobrze jest
przyjść do kościoła, wyciszyć się, rozejrzeć,
potem zamknąć oczy i posłuchać: "Oto sługa
mój, którego popieram, mój wybrany, którego ukochała
moja dusza. Natchnąłem go moim duchem, aby nadał
narodom prawo. (...)Trzciny nadłamanej nie dołamie,
ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo
(...). Tak powiedział Bóg..." (Iz. 42:1-5).
Dobrze jest wejść do kościoła i słów tych
posłuchać. a potem wychodząc na zewnątrz
dobrze jest zerknąć na średniej wielkości
rozetę witrażową, tuż nad głównym wyjściem
z kościoła Zbawiciela, by zobaczyć raz
jeszcze gołębicę, symbol Ducha, który dodaje
odwagi, przydaje rozumu, napełnia pokojem, pokieruje,
pocieszy i rozraduje. Dobrze, gdy można z takim
przeświadczeniem wychodzić z kościoła. Dobrze,
gdy można jeszcze rzucić spojrzenie na zasadzony
tuż przed frontem kościoła ogromny dąb, który
nie jest zwykłym drzewem, lecz zasadzonym
w 1917 roku "Dębem Lutra". Dopiero
potem czeka na nas ulica, zawiłe sprawy codzienności,
zgiełk życia, góry problemów. Dobrze, że wychodząc
z kościoła, wychodzimy z miłością, nadzieją
i wiarą, wobec której "góry stają się
równiną". Amen.
|