IV.    Wszędzie dosięgnie nas miłość Chrystusa

   Georg Pencz (Jorg Benntz) (1500-1550) malarz i grafik niemiecki okresu manieryzmu. Należy do znanej i twórczej grupy norymberczyków. Od 1522 r. działa w gildii św. Łukasza w Norymberdze. Ściśle współpracuje z Albrechtem Dürerem. Na skutek nieporozumień z tzw. obrazoburcami w 1525 r. oskarżony o "bezbożność" opuszcza Norymbergę. Odbywa podróże artystyczne po Włoszech, maluje wiele obrazów o tematyce biblijnej i mitologicznej. Zasłynął także jako utalentowany portrecista.

 

Dzieło: "Zstąpił do piekieł"
olej na desce, 55 x 42 cm
Georg Pencz, 1532 r.
tzw. "srebrny ołtarz" Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu

 

   "...nawet umarłym była głoszona Dobra Nowina, by osądzeni jako ludzie za swoje ziemskie życie, mogli żyć w duchu, po Bożemu. Nadchodzi już koniec wszystkich rzeczy. Bądźcie więc trzeźwi i gotowi do modlitwy. Przede wszystkim bądźcie wytrwali we wzajemnej miłości, miłość bowiem - jak zasłona - okryje wiele grzechów."

Pierwszy list św. Piotra 4:6-8 (przekład współczesny)

   Odnoszę wrażenie, że byłoby nam bardzo trudno odszukać w ewangelickiej ikonografii ilustrację tej szczególnej prawdy biblijnej. Frapujący teologicznie temat zstąpienia Chrystusa w otchłanie dosyć często przedstawiany jest na wschodnich ikonach. W Kościele zachodnim też pojawiają się podobne obrazy. Jak sądzę, ewangelicka ostrożność biblijna i teologiczna pokora wobec wielu tajemnic wyznawanej wiary sprawiają, że temat ten ginie rokrocznie w liturgicznej praktyce gdzieś pomiędzy Wielkim Piątkiem a Niedzielą zmartwychwstania. Cóż więc począć z tymi, wprawdzie nielicznymi, ale silnymi świadectwami Biblii? Różne bywały i nadal różne są próby interpretacji Chrystusowego "uniżenia". Zwiastowanie Ewangelii tym, którzy Ewangelii poznać nie byli w stanie, bo żyli i umierali przed Jezusem Chrystusem w Zakonie, jest czymś radosnym, dającym odpowiedź szczerze zatroskanym o zbawienie bliźniego. Na marginesie, istotne będzie na tym miejscu krótkie sprostowanie: owe piekła z Apostolskiego Wyznania Wiary winny być tłumaczone jako kraina umarłych. Miejsce to jest więc bardziej stanem oczekiwania aniżeli potępienia, przestrzenią, gdzie Jezus Chrystus może skutecznie działać. Wejście w tą gehennę możliwe jest poprzez śmierć. Nie inaczej uczynił Jezus. Wszedł w tą krainę jako zmarły, ale jednocześnie dający cudowną szansę zwycięstwa.

   Średniowieczny niemiecki artysta umieścił tę scenę na jednym z 20 pól obrazowych ołtarza. Tak się składa, jakby przekornie, że coś, co sięga dołów egzystencji i głębi ciemności, umieszczone jest na samej górze ołtarza. Może to geometryczny przypadek, a może zamierzony efekt? Przecież wieść o ratunku po śmierci jest czymś niebywale podniosłym. Jako ludzie wierzący wciąż jesteśmy spragnieni wieści opowiadających o klęskach szatana. Trudno dogłębnie analizować całe zdarzenie, zaledwie fra-gmentarycznie i tak subtelnie wzmiankowane na kartach Pisma Świętego: czy to jednorazowy akt Wielkiej Soboty, czy też może szansa na powszechne zbawienie? Dla nas nie ma to w gruncie rzeczy większego znaczenia. Dla nas, żyjących, szansa na zbawienie będzie trwała tak długo "póki żyjemy". Teoretyzowanie zagadnienia jest tutaj po prostu chybione. Warto zapamiętać bezsporną biblijną prawdę, iż kara Boża ma przez całą historię zbawienia przede wszystkim terapeutyczne znaczenie. Wielu teologów, także ewangelickich, uważa, że wieczne zbawienie wydaje się ostatecznie eliminować stan wiecznego potępienia, choć na kartach Biblii prawie zawsze występują równolegle. Pewne jest też i to, że wszystko przemija, miłość jednak pozostaje.

   W naszej luterańskiej liturgii na dzień Wielkiej Soboty modlimy się słowami: "Boże Wszechmogący (...) dziękujemy Ci, że Syn Twój umiłowany wziął na siebie brzemię grzechów i win naszych, wycierpiał krzyż, umarł i złożony został do grobu. Poszedł on drogą wszystkich ludzi, ale ostatecznie pokonał śmierć i zwyciężył szatana, zburzył jego królestwo i z otchłani wyprowadził oczekujących zbawienia. Wielbimy Cię i chwalimy za tryumf Syna Twojego, czcimy imię Twoje za darowaną nam nadzieję na ostateczne zwycięstwo światłości nad mocami ciemności..." Czyli nadzieja i dziękczynienie zamiast dogmatycznego uniesienia. Przy tej nadziei chcemy pozostać, skoro stała się realna za sprawą Chrystusowego działania.

   Trzeba wiele szczęścia, by ujrzeć prezentowany obraz. Trzeba wiedzieć co i gdzie szukać, potem szczęśliwie wejść za zamkniętą kratę Kaplicy Zygmuntowskiej katedry wawelskiej i tam odchylić prawe skrzydło tzw. "srebrnego ołtarza" autorstwa Georga Pencza (Benntza). Samo autorstwo jeszcze nie tak dawno (w dziele prof. Feliksa Kapery) przypisywane było Hansowi Dürerowi, działającemu na początku XVI w. w Krakowie. Jednakże dalsze badania pozwoliły określić faktycznego autora, norymberczyka Jorga Benntza, który notabene nigdy w Krakowie nie przebywał. Wykonał on piękny ołtarz datowany na 1532 r. i sprowadzony do Krakowa. Patrzymy więc na scenę, gdzie umęczony Jezus Chrystus działa, ratuje. Jest zaciekle atakowany przez czarnego, agresywnego diabła to z prawej strony, to z góry. Skupiony Jezus sięga po kolejną osobę. Nic na siłę, nic automatycznie - chciałoby się uspokoić przeciwników powszechności zbawienia. Nawet tam, w krainie umarłych potrzebna jest decyzja, wyciągnięcie dłoni, albo składanie ich w geście modlitwy. Trudno jednoznacznie ocenić zamysł malarza, czy łopocząca nad wszystkim flaga zmartwychwstania zapowiada jedynie coś, co zaraz nastąpi, czy też artysta wpadł w niezamierzone przekłamanie. Zresztą wszystko się z lekka nakrywa. Za postaciami nawróconych widać brzask zmartwychwstania. Gdy patrzymy na twarze już uratowanych widzimy wielkie święto i wesele oraz radość z faktu, że następnych spotka to samo. Lokalizacja całej sceny jest jednoznaczna: otwarta brama gehenny, zimne, gładkie kamienie. Gołe stopy i nagość postaci podkreślają dramatyzm uratowania w ostatniej chwili. Dodatkowo z otchłani dobywa się silny, lodowaty podmuch. I tylko dwie postacie, jakby świadkowie całego zamieszania, są odziane i stoją na drewnianym parkiecie. Mogą to być Apostołowie Piotr i Paweł, autorzy tych zaledwie kilkunastu biblijnych zdań, które mówią coś o Wielkiej Sobocie. To dzięki nim, albo lepiej, ich lakonicznym informacjom możemy jednak pokonywać lęk przed ciemnością krainy umarłych. A to już bardzo wiele.

   Bez wątpienia pozostaje w tym zdarzeniu wiele niewiadomych, ciśnie się wiele pytań, niejednego "uczonego" aż korci, by skrytykować, podchwytliwie zapytać o luterańskie symbole. Mnie pozostaje wdzięczność Chrystusowi i pokora wobec dyskrecji Objawienia oraz prawo skromnej, homiletycznej pracy wokół istotnego elementu naszej wiary. Chrystus idzie wszędzie tam, gdzie są zagubieni. Wszędzie dosięgnie nas miłość Chrystusa. Amen.

© ks. Roman Pawlas


   ZWIASTOWANIE PRZEZ OBRAZ:


I
Wojciech Gerson "Spotkanie Zmartwychwstałego z Marią Magdaleną"
II
H. Schlein "Aby nikt nie miał wątpliwości"
III
Ryszard Zając "Łaska, przebaczenie, a zazdrość niech idzie w zapomnienie"
  Ryszard Zając "Gnade und Vergebung, und Neid möge in Vergessenheit geraten"
IV
Georg Pencz "Wszędzie dosięgnie nas miłość Chrystusa"
V
FLAXLAND 1845 "Zawsze i wszędzie u stóp Zbawiciela"
 
   
 
 
AKTUALNOŚCI
Parafia w
TOMASZOWIE MAZOWIECKIM
Parafia w
RAWIE MAZOWIECKIEJ
HYMN REFORMACJI
ZWIASTOWANIE PRZEZ OBRAZ

Wojciech Gerson "Spotkanie Zmartwychwstałego z Marią Magdaleną"

H. Schlein "Aby nikt nie miał wątpliwości"

Ryszard Zając "Łaska, przebaczenie, a zazdrość niech idzie w zapomnienie"
Ryszard Zając "Gnade und Vergebung, und Neid möge in Vergessenheit geraten"

Georg Pencz "Wszędzie dosięgnie nas miłość Chrystusa"

FLAXLAND 1845 "Zawsze i wszędzie u stóp Zbawiciela"
 
W CO WIERZYMY
KONFESJA AUGSBURSKA
BARWY LITURGICZNE
 
Kapituła Orderu ECCE HOMO
© 2004 Parafia
Ewangelicko-Augsburska
w Tomaszowie Mazowieckim