V.    Zawsze i wszędzie u stóp Zbawiciela

Dzieło: "U stóp Zbawiciela"
olej na płótnie, 265 x 485 cm
sygn.: FLAXLAND 1845
luterański kościół
w St. Marie-aux-Mines,
Francja

   "Józef z Arymatei należał do uczniów Jezusa potajem-nie, z obawy przed Żydami. Poszedł on do Piłata i prosił, by mógł zabrać ciało Jezusa. Piłat zezwolił na to; przyszedł więc i zabrał jego ciało. Przyszedł też Nikodem, który swojego czasu w nocy odwiedził Jezusa. Przyniósł około trzydziestu kilogramów balsamu z mirry i aloesu. Obaj zabrali ciało Jezusa i zgodnie z żydowskim zwyczajem pogrzebowym owinęli je w lniane płótna, nasycone balsamem. Na zboczu wzgórza, gdzie ukrzyżowano Jezusa, znajdował się ogród, w którym przygotowany był nowy grobowiec, a nikogo tam jeszcze nie pochowano..."

Ewangelia wg św. Jana 19:38-41

   By zobaczyć ten obraz trzeba pojechać do Francji, przybyć do Alzacji, odwiedzić urokliwe, górskie i górnicze miasto St.-Marie-aux-Mines, tam trafić do luterańskiego kościoła. w jego skromnym wnętrzu, na wysokości 6 metrów, na ścianie ołtarzowej nad amboną wisi obraz sygnowany: FLAXLAND 1845.
Jest to więc ilustracja, która funkcjonuje w nierozerwalnym związku z nabożeństwem, kazaniem w kościele. Można się dziwić i pytać: dlaczego właśnie taki obraz (zresztą jedyny w tym kościele) wisi w kościele nad kaznodzieją? Dlaczego to duże rozmiarowo płótno przedstawia tak szokujący moment. Przywykliśmy do przedstawień Jezusa ukrzyżowanego albo Zmartwych-wstałego, ewentualnie nauczającego lub czyniącego spektakularne cuda, ale obraz z martwym Chrystusem, w dodatku każdej niedzieli... Kłopotliwe jest także odnalezienie konkretnego fragmentu z Ewan-gelii, który miałby być na tym obrazie zilustrowany. To, że mamy przed sobą obraz biblijny, wydaje się być oczywiste, ale szybko pojawiają się trudności. Widzimy wielkopiątkową scenę , gdzie martwym Chrystusem zajmują się trzy kobiety. Obmyciom przygląda się Jan, który jakby dopiero co dobiegł wyprzedzając dużo starszego Szymona Piotra. w ten sposób niepostrzeżenie przychodzimy do niedzie li zmartwychwstania, tyle tylko, że Jezus siedzi nieruchomy, owinięty przez Józefa z Arymatei w czyste płótna całunu, jeszcze przed złożeniem do skalnego grobu. Jest też Nikodem, który choć zacny i mądry, niestety odwagę zyskuje dopiero nocą. Obaj wyłaniają się z mroków, w lewej części obrazu. Nikodem niesie pokaźną amforę z drogocennym balsamem. Czyli poświata, widoczna na obrysach kamiennej skały, to zachodzące, a nie wschodzące słońce, tym bardziej, że w intensywnym, ciemnobłękitnym tle, z prawej strony zauważamy jeszcze trzy krzyże, a na dwóch skrajnych jeszcze wiszących złoczyńców. Zatem bez wątpienia - Wielki Piątek i jeszcze coś, protestanckie odniesienie do ikonograficznie bardzo popularnego katolickiego motywu "piety", gdzie umęczone ciało Chrystusa spoczywa na kolanach i łonie zrozpaczonej, płaczącej i omdlewającej z cierpienia, matki - Maryi. Motyw ten, popularny szczególnie w XV i XVI wieku, obecny nieprzerwanie po dzień dzisiejszy, nie występuje jednak, albo występuje szalenie rzadko w ewangelickiej ikonografii. Przyczyna tego faktu jest bardzo czytelna i prosta. Środowiska ewangelickie zawsze będą pytać o biblijne podstawy dla "piety", będą zauważać niebezpieczne, teologiczne przewartościowania: niezrozumiałe podkreślanie cierpienia matki pod krzyżem syna, eklezjalną karierę Marii, matki Jezusa, jako Matki Kościoła wyprowadzaną z krótkich słów: "Oto matka twoja". Późniejsze dogmatyczne zapisy dopełniły reszty, zamiast śmierci - zaśnięcie, zamiast grobu w Efezie - Wniebowzięcie, zamiast służebnicy - Królowa. Ten rozbrat dla ewangelików wydaje się być wciąż nie do zniesienia. To z chrystusowej śmierci na krzyżu wynika zbawczy ratunek i odkupienie każdego człowieka. Wszystkie inne fakty spod krzyża są li tylko kontekstem dla ofiary krzyżowej i doskonałego, jedynego dzieła zbawienia. w protestanckim wielkopiątkowym myśleniu niewiele jest zrozumienia dla pasyjnych medytacji interpretujących ilość ran, ilość słów, ilość kropli krwi Jezusa i ilość kropli łez Maryi. To najprawdopodobniej te apologetyczne problemy legły u podłoża ciekawego, kościelnego zamówienia u bliżej nieznanego mi dziewiętnastowiecznego malarza. Muszę przyznać, że z zamówienia wywiązał się nadspodziewanie dobrze, malując temat, który można byłoby nazwać "ewangelicka pieta". Bo to, co widzimy jest bezpośrednim nawiązaniem do kompozycyjnego układu znanych powszechnie przedstawień "piety", z tą wszelako różnicą, że na naszym obrazie pośrodku, zamiast Maryi siedzi sam Chrystus.

   Biały całun wyściela skalne siedzisko w kształcie wysokiego, wygodnego fotela, królewskiego tronu. Maria, matka Pana Jezusa, w niebieskiej chuście, narzucie, jest tuż obok, ale nie siedzi lecz klęczy u stóp Chrystusa, błagalnie podnosząc "swój wzrok ku górze". Z matczyną troską, smutkiem i jednocześnie odwagą ośmiela się bezpośrednio dotykać nieżywe ciało umiłowanego Syna. Jest zajęta usługiwaniem, obmywa Chrystusa. Maria Magdalena, z drugiej strony, od strony serca, z pietyzmem - poprzez całun - niepewnie dotyka swymi delikatnymi dłońmi ukochanego Mistrza. Klęczy i patrzy nieśmiało. Jej wyjątkowe piękno mają podkreślać długie, rozpuszczone włosy. Trzecia w tym gronie Maria też klęczy i patrzy nieco z oddali, obok niej dzbanek, flakonik z drogocennymi balsamami, w rękach trzyma miskę. Tuż za nią subtelnie zaznacza swoją obecność Jan, młodziutki uczeń Jezusa. Teraz jest znowu koło swego Pana, podobnie jak wcześniej, w czasie wędrówek i nauczania, na ostatniej wieczerzy, pod krzyżem. Nie inaczej jest i teraz, zawsze na miejscu. Zapewne i on upadnie na kolana przed Tym , któremu zawierzył. Ten centralny zespół postaci, wokół zmarłego Jezusa, emanuje subtelnym skupieniem, powagą. Nie zauważamy oznak wielkiej rozpaczy, objawów histerii. Nawet ciało Chrystusa nie jest nazbyt umęczone, owszem są niewielkie ślady przebić naznaczone delikatnym krwawieniem. Takie przedstawienie wyraźnie kontrastuje z tradycyjnymi "pietami", co jest zrozumiałe znając założenia programowe. Chodzi bowiem o ukazanie Pana Jezusa, choć martwego, ale pełnego majestatu, przed którym klękają wszyscy wokoło. Widzimy wiec niby zwyciężonego, ale jednak Zwycięzcę, niby odtrąconego, ale jednak otoczonego szacunkiem i miłością. Na takim obrazie musiało zabraknąć miejsca dla oprawców, żołnierzy, strażników - wszelki niepokój agresja i niechęć są obce tej scenie, bo patrząc na to płótno mamy widzieć odważnych i oddanych, pierwszych chrześcijan, dla których wszystkim jest Jezus. To proste przesłanie mają podkreślić także kolory, zdecydowane, wyraziste, mocno kontrastujące z sinością Chrystusa i bielą całunu. Wszystko inne pozostaje w dystansie, spowite chłodem, czernią i ciemnym błękitem. Tak jest z tymi, którzy choć życzliwi, jednak niepewni, wciąż dyskutują (Józef i Nikodem). Podobnie jest z tym co złe, grzeszne, potępione: Golgotą i  krzyżami.

   Nie ma też na obrazie grobowca, bo Chrystus był tam tylko przez "chwilę". Wielka sobota szybko się skończyła. Zresztą to nie ostatnia niespodzianka, która wyszła spod pędzla autora omawianego przedstawienia. Patrząc uważnie, odkrywamy kolejny szczegół: rudy zarost i rude włosy Chrystusa! To odważna próba przełamania stereotypu: fałszywego, rudowłosego Judasza. Może w ten sposób artysta chciał się zdystansować od tego wszystkiego, co zyskuje miano uogólnienia i uproszczenia, np. że naszego Pana Jezusa ukrzyżowali nam okrutni Żydzi, że wszyscy uczniowie byli mu wierni, tylko chciwy i fałszywy zdrajca Judasz wydał swego Mistrza dla pieniędzy, albo że Pan Jezus wśród swoich uczniów szczególnie wyróżnił tylko jednego, Piotra Apostoła. Patrzymy na rudowłosego Jezusa i widzimy w nim Zbawiciela i Pana.

   Widzimy też wyraźnie koronę cierniową i trzy gwoździe, rzucone na ziemię. One zawsze przypominają o fizycznym, prawdziwym bólu i poniżeniu, jakie spotkały ukrzyżowanego Pana, ale też przypominać mają, że to nasze grzechy, że to nasza wina, że to dla naszego zbawienia...

   I na koniec jeszcze jedna niespodzianka, która czeka na nas w alzackim kościele, to oświetlenie. Źródło światła zaskakująco zlokalizowane jest z przodu sceny, od strony widza. Nie to naturalne z horyzontu, lecz to, które niesie w swym ręku każdy, który zbliża się do Chrystusa. Dopiero, gdy jesteśmy bardzo blisko Niego widzimy w blasku latarni to, co wypełnia Kościół i łączy członków Kościoła: miłość, oddanie, służba, bardzo często na kolanach i zawsze wokół Chrystusa. Amen.

© ks. Roman Pawlas


   ZWIASTOWANIE PRZEZ OBRAZ:


I
Wojciech Gerson "Spotkanie Zmartwychwstałego z Marią Magdaleną"
II
H. Schlein "Aby nikt nie miał wątpliwości"
III
Ryszard Zając "Łaska, przebaczenie, a zazdrość niech idzie w zapomnienie"
  Ryszard Zając "Gnade und Vergebung, und Neid möge in Vergessenheit geraten"
IV
Georg Pencz "Wszędzie dosięgnie nas miłość Chrystusa"
V
FLAXLAND 1845 "Zawsze i wszędzie u stóp Zbawiciela"
 
   
 
 
AKTUALNOŚCI
Parafia w
TOMASZOWIE MAZOWIECKIM
Parafia w
RAWIE MAZOWIECKIEJ
HYMN REFORMACJI
ZWIASTOWANIE PRZEZ OBRAZ

Wojciech Gerson "Spotkanie Zmartwychwstałego z Marią Magdaleną"

H. Schlein "Aby nikt nie miał wątpliwości"

Ryszard Zając "Łaska, przebaczenie, a zazdrość niech idzie w zapomnienie"
Ryszard Zając "Gnade und Vergebung, und Neid möge in Vergessenheit geraten"

Georg Pencz "Wszędzie dosięgnie nas miłość Chrystusa"

FLAXLAND 1845 "Zawsze i wszędzie u stóp Zbawiciela"
 
W CO WIERZYMY
KONFESJA AUGSBURSKA
BARWY LITURGICZNE
 
Kapituła Orderu ECCE HOMO
© 2004 Parafia
Ewangelicko-Augsburska
w Tomaszowie Mazowieckim